Przepraszam.
Zauważyłam, że paru osobom przeszkadzają wpisy z 25. Nie mam Wam tego za złe. Każdy robi jak chce. Potwierdzam, że niektóre wpisy i "akcje" są strasznie naciągane. W każdym bądź razie mój wczorajszy wpis jest... nie zamierzony tak jakby. Nie jest dla Was, jest dla mnie, ponieważ ja w ten sposób radzę sobie z dniami, których nie lubię, z którymi mam gorsze wspomnienia. Albo w ogóle w ten sposób radzę sobie z problemami - pisząc. Jeśli to Wam przeszkadza będę te wpisy ukrywać. Nie zależy mi na komentarzach, na tym, żeby Was męczyć moimi wywodami.
Michael to jedna z dwóch osób, których śmierć przeżyłam dosyć mocno. Prawdopodobnie już pisałam, że podejrzewam, ze jakby nie to, że rok przed Michaelem straciłam najbliższą mi osobę, nie przeżyłabym także jego śmierci aż tak. Na pewno byłoby mi smutno, ale nie przeżywałabym tego aż tak mocno. Przyznaję, że tamten dzień obchodzę... nieco inaczej niż 25 czerwca, może dlatego, że pomimo mojej miłości do MJ'a to tamta osoba była dla mnie ważniejsza. Dużo ważniejsza.
Ale obchodzę obydwie te daty właśnie przede wszystkim pisząc. Przepraszam Was za to, jak wspomniałam jeśli to komuś przeszkadza to dajcie w jakiś sposób znać i wtedy te wpisy będę po prostu ukrywać.
To chyba na tyle dzisiaj.
A przynajmniej na razie. Może potem coś wrzucę jeszcze.
Pozdrawiam
Wasza Invincible
czwartek, 26 czerwca 2014
środa, 25 czerwca 2014
To nie jest kolejna część opowiadania...
Hej.
Nie muszę chyba pisać co dzisiaj jest za dzień i jak się z tego powodu czuję, podejrzewam, że wiecie o jakim uczuciu piszę. Szczerze powiedziawszy nie wiem co napisać. Chyba pierwszy raz w życiu. Dlatego postanowiłam, że zamiast pisać cokolwiek nowego wstawię Wam coś co napisałam w 2010 roku, czyli cztery lata temu.
Nie muszę chyba pisać co dzisiaj jest za dzień i jak się z tego powodu czuję, podejrzewam, że wiecie o jakim uczuciu piszę. Szczerze powiedziawszy nie wiem co napisać. Chyba pierwszy raz w życiu. Dlatego postanowiłam, że zamiast pisać cokolwiek nowego wstawię Wam coś co napisałam w 2010 roku, czyli cztery lata temu.
"Nibylandia
24.06.2010r
Kochany
Aniołku.
Na
początku Cię gorąco pozdrawiam, mam nadzieję, że tam między
innymi Aniołami jest Ci dobrze. Nie wiesz nawet jak chciałabym być
z Tobą. Piszę dzisiaj, pomimo że rocznica jest jutro, ponieważ
jutro najprawdopodobniej nie będę miała jak napisać. Nawet nie
wiesz jak tu jest pusto bez Ciebie. Odkąd odleciałeś od nas
zostało tutaj puste miejsce, którego nikt jeszcze nie zajął.
Możesz być pewny, że będziemy tego miejsca bronić. Ono jest
tylko dla Ciebie. Zostawiłeś tutaj wszystko. Swoich fanów, wrogów,
rodziców, przyjaciół, rodzeństwo. A co najważniejsze zostawiłeś
tutaj swoje dzieci, które tak bardzo kochałeś i które tak bardzo
kochają Ciebie. Jak będziesz miał chwilę czasu pomiędzy zabawą
i koncertowaniem daj jakiś znak, że jest Ci tam dobrze. Taki mały,
malutki, ale oczywisty dla nas wszystkich. Brakuje nam Twojego
uśmiechu, głosu, wesołego spojrzenia oraz zwykłej świadomości,
że gdzieś tam na świecie żyje sobie taki Aniołek, który
zabłądził w drodze do nieba. Znalazłeś mapę do domu i z niej
skorzystałeś. Jesteś teraz w swojej Nibylandii, którą tak
kochasz. Oglądam właśnie zachód słońca. Ten dzień był ciężki,
a końcówka to już w szczególności. Ty o tym nie wiesz, ale ja
zawsze z Tobą oglądam zachody słońca. Z tego miejsca w którym
teraz jestem zawsze są wyjątkowo piękne. Twoja muzyka zawsze mi
przy tym towarzyszy przez co czuję jakbyś był gdzieś blisko mnie.
List jest najprawdopodobniej bez ładu i składu, jednak pisałam do
Ciebie pod wpływem emocji, a nie mam talentu, żeby zamienić emocje
w piosenkę lub poezję.
Dzisiaj jest dzień przytulania, tak więc ściskam Cię mocno i przy okazji składam Ci gorącego całusa w policzek.
Jeszcze raz pozdrawiam
Dzisiaj jest dzień przytulania, tak więc ściskam Cię mocno i przy okazji składam Ci gorącego całusa w policzek.
Jeszcze raz pozdrawiam
Na
zawsze wierna
Irene Invincible"
Irene Invincible"
Nie jest to poezja wysokich lotów, nie jest to dzieło, które będą podziwiać pokolenia jak w przypadku twórczości Michaela. Ale jest to cholernie szczere i jest ode mnie do Niego. Nic się nie zmieniło, poza tym, że teraz nie oglądam zachodu słońca i dziś nie będę miała raczej tej możliwości, ponieważ do 23 będę w pracy.
Czytam twittery TJ'a i Jermaine'a. Czytam co ludzie piszą i z jednej strony jestem szczęśliwa, bo widzę ile Michael zrobił dla innych, a z drugiej strony siedzę i płaczę, bo do mnie chyba dalej to wszystko nie dotarło. Pomimo, że minęło już 5 lat.
A "Interia" jak zwykle stanęła na wysokości zadania jak mnie zirytować. Ah... nie będę tu o tym lepiej pisać może...
A "Interia" jak zwykle stanęła na wysokości zadania jak mnie zirytować. Ah... nie będę tu o tym lepiej pisać może...
Kocham Was
piątek, 13 czerwca 2014
Michael Jackson Is Innocent
Taka rocznica. Ani smutna, ani wesoła. 9 lat temu Michael Jackson został uniewinniony ze wszystkich zarzutów. Jednak nieprzyjemności związane z nimi ciągnęły się za nim do samego końca. Ludzie nie zapominają, nawet jeśli udowodnisz, że jesteś niewinny oni zawsze będą w Tobie widzieć mordercę, zboczeńca, psychopatę. Nie powinno do tego dojść. Nie powinno być tych dziesięciu zarzutów.
I just can't stop loving you Michael.
I just can't stop loving you Michael.
czwartek, 22 maja 2014
wtorek, 20 maja 2014
poniedziałek, 19 maja 2014
https://www.youtube.com/watch?v=rlss3kOI3vY
Co o tym myślicie?
Wszyscy narzekają strasznie, ale szczerze powiedziawszy... mnie się podoba.
To nie jest Michael. Nie prawdziwy Michael, ale... przez chwilę tak mi się jakoś ciepło na serduchu zrobiło, że... że tak to mogło wyglądać. To on mógł tańczyć i drzeć się Slave To the Rythm. Oh... naprawdę nie wiem jak wytłumaczyć to co czułam. Naprawdę cieszę się, że coś takiego zrobili. Myślę, że Michaelowi też by się spodobało, on lubił takie nowoczesne twory wykorzystywać, bawić się. Tworzyć nowe rzeczy. A to jest naprawdę dobrze zrobione. Może głos się nieco rozjeżdża z ruchem ust, ale uważam, że został odwalony kawał dobrej roboty. Chociaż może to ja jestem jakaś dziwna?
Co o tym myślicie?
Wszyscy narzekają strasznie, ale szczerze powiedziawszy... mnie się podoba.
To nie jest Michael. Nie prawdziwy Michael, ale... przez chwilę tak mi się jakoś ciepło na serduchu zrobiło, że... że tak to mogło wyglądać. To on mógł tańczyć i drzeć się Slave To the Rythm. Oh... naprawdę nie wiem jak wytłumaczyć to co czułam. Naprawdę cieszę się, że coś takiego zrobili. Myślę, że Michaelowi też by się spodobało, on lubił takie nowoczesne twory wykorzystywać, bawić się. Tworzyć nowe rzeczy. A to jest naprawdę dobrze zrobione. Może głos się nieco rozjeżdża z ruchem ust, ale uważam, że został odwalony kawał dobrej roboty. Chociaż może to ja jestem jakaś dziwna?
wtorek, 13 maja 2014
Przeprosiny po raz tysięczny!
Hejo.
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Ostatnio nie mam głowy do prowadzenia jakichkolwiek blogów. Zaniedbuję photobloga prywatnego, tego bloga, nawet olałam twittera. Jakiś czas temu założyłam nowego bloga i nawet go nie zaczęłam prowadzić.
Jakby nie wydarzenia na fejsie to i to bym olała pewnie.
Nie robię tego specjalnie, ale jestem strasznie zakręcona ze wszystkim co się ostatnio dzieje, a ostatnie dwa tygodnie to już szczególnie.
Myślicie, że marzenia się spełniają?
Wiecie, tak sobie kiedyś postanowiłam, że jeśli mój idol.. kurcze jak ja nie lubię tego słowa. Może inaczej, jeśli osoba, KTÓRA MNIE INSPIRUJE, którą cenię i podziwiam przyjedzie do Polski, albo ja będę miała choćby cień szansy, żeby pojechać do niej to zrobię wszystko co w mojej mocy żeby mi się udało...
I tak się składa, że jak przyszłam ponad dwa tygodnie temu, w niedzielę z uczelni i przeczytałam na onecie, że na OFF Plus Camera Festival przyjedzie taka osoba to nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Ogólnie zwariowałam, zwłaszcza, jak potwierdziłam, że tak będzie na prawdę. Wszystko wydawało się zbyt cudowne, ponieważ na całe wydarzenie bilet miał kosztować 15 zł i jedyną przeszkodą miała być uczelnia i dojazd do Krakowa. Jednak okazało się, że organizatorzy festiwalu nie ogarnęli, że człowiek którego zaprosili cieszy się w Polsce aż taką popularnością i wszystko się zrypało. Wejście to była loteria, płacisz 100zł i nie wiesz czy wejdziesz czy nie. Taka gra w ciemno, a mnie takie coś nie bawi. Wpadłam w depresję i ogólnie masakra, ale nie poddałam się i bez wejściówki pojechałam do Krakowa w ostatnią sobotę i wiecie co? Nie żałuję. Marzenia się spełniają tylko wystarczy o nie walczyć. W sobotę spotkałam człowieka, którego cenię i który mnie inspiruje. Jest nim Benedict Cumberbatch. I choć nie udało mi się niestety z nim porozmawiać to od soboty rozpiera mnie taka energia, że nawet potworne niewyspanie i bardziej przyziemne problemy odchodzą w niepamięć. A poza tym spotkałam wielu wspaniałych ludzi (tych mniej też, ale oni się nie liczą :) ) i naprawdę... uwierzcie, warto walczyć o marzenia, a nawet tylko o ich namiastkę. Wiem, że kiedyś i tak z nim porozmawiam!
Wiem, że temat nie związany z Michaelem i wytłumaczenie dlaczego nie piszę/nie czytam i nie komentuję też raczej słabe, ale musiałam się z Wami podzielić tą energią i... no kurcze tą jakże cudowną myślą, że o marzenia naprawdę warto walczyć.
With L.O.V.E.
p.s. dodałam Wam szalone zdjęcie mojego autorstwa z którego jestem bardzo dumna, ponieważ z wrażenia wyszły mi aż dwa wyraźne zdjęcia i ok 4 nie wyraźnych, ale bardzo przyjemnych jako pamiątki :)
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Ostatnio nie mam głowy do prowadzenia jakichkolwiek blogów. Zaniedbuję photobloga prywatnego, tego bloga, nawet olałam twittera. Jakiś czas temu założyłam nowego bloga i nawet go nie zaczęłam prowadzić.
Jakby nie wydarzenia na fejsie to i to bym olała pewnie.
Nie robię tego specjalnie, ale jestem strasznie zakręcona ze wszystkim co się ostatnio dzieje, a ostatnie dwa tygodnie to już szczególnie.
Myślicie, że marzenia się spełniają?
Wiecie, tak sobie kiedyś postanowiłam, że jeśli mój idol.. kurcze jak ja nie lubię tego słowa. Może inaczej, jeśli osoba, KTÓRA MNIE INSPIRUJE, którą cenię i podziwiam przyjedzie do Polski, albo ja będę miała choćby cień szansy, żeby pojechać do niej to zrobię wszystko co w mojej mocy żeby mi się udało...
Wiem, że temat nie związany z Michaelem i wytłumaczenie dlaczego nie piszę/nie czytam i nie komentuję też raczej słabe, ale musiałam się z Wami podzielić tą energią i... no kurcze tą jakże cudowną myślą, że o marzenia naprawdę warto walczyć.
With L.O.V.E.
p.s. dodałam Wam szalone zdjęcie mojego autorstwa z którego jestem bardzo dumna, ponieważ z wrażenia wyszły mi aż dwa wyraźne zdjęcia i ok 4 nie wyraźnych, ale bardzo przyjemnych jako pamiątki :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
