Zaczęłam nadrabiać Wasze blogi, a jest co nadrabiać, bo nie leniuchowałyście tak jak ja. Przy okazji sprawdziłam fejsa. Nie czytam zazwyczaj bardzo dokładnie wszystkich postów, zwłaszcza dodawanych przez Annie Rice, bo zazwyczaj po prostu mam zbyt dużego lenia żeby skupiać się na tym, żeby zrozumieć co autorka miała na myśli, a jednak dzisiaj czytałam dokładnie i... no szok. Nie wiem czy jest tutaj ktoś równie stary jak ja, pamiętający jeszcze Pogromców Duchów? Jak tak, to pewnie pamiętacie jednego z nich, takiego chudego gostka w okularach, który można powiedzieć wśród nich wszystkich był "mózgiem". Doktorek. Grał go Harold Ramis. Nie powiem, żebym była nie wiadomo jak wielką fanką samego aktora, ale jeśli chodzi o film, to pomimo, że nie było to jakieś wielkie dzieło, mam do niego ogromny sentyment. Nie wiem czy słyszałyście/czytałyście/czy cokolwiek, ale dzisiaj aktor zmarł, po długiej walce z chorobą. Powiem Wam, że strasznie nie lubię takich wiadomości, co jest przecież zrozumiałe, nikt nie lubi. Ale jeszcze te 10-15 lat temu, jak słuchałam, że ktoś znany nie żyje to rzadko zdarzało się, że była to osoba mi na tyle znana żebym jakoś mocniej to przeżywała, podczas gdy dorośli rozmawiali, dzielili się swoimi wspomnieniami o danej osobie i tak dalej ja myślałam "no kurcze zdarza się, każdego to przecież czeka". Ale z drugiej strony sama przecież miałam znanych ludzi, których ceniłam, podziwiałam czy choćby tylko po prostu znałam i lubiłam. I kiedyś tak siedziałam i zastanawiałam się, a co będzie jeśli spotka to kogoś, do kogo ja byłam przywiązana. A przecież spotka to na pewno, jak wspomniałam, przecież czeka to każdego z nas! Ale stwierdziłam, że wtedy pewnie będę już stara, pomarszczona, a najprawdopodobniej sama już będę na łożu śmierci. Szczerze powiedziawszy nie pamiętam, kto z tych "znanych i cenionych" przeze mnie pierwszy odszedł z tego świata. W każdym bądź razie, w pewnym momencie zaczęli odchodzić właśnie ludzie, których znali nie tylko moi rodzice, czy dziadkowie, ale ja też. Ale byli ludzie, którzy byli dla mnie nieśmiertelni, pomimo, że to nie możliwe. Do tej grupy na pewno należała moja rodzina (teraz, niestety wiem, że to nieprawda), moi idole. Z rzeczywistością zderzyłam się przed moimi szesnastymi urodzinami. Rok 2008 był moją bramą do rzeczywistości, szarej, brudnej i znienawidzonej przez którą przeszłam i już nie mam jak wrócić. Nie jestem jeszcze aż tak stara, ani pomarszczona. Nawet z tego co się orientuję, nie stoję jeszcze jedną nogą w grobie (mam przynajmniej taką nadzieję!), a już odchodzą ludzie, na których temat ja również mam coś do powiedzenia, jak moi rodzice te 15 lat temu. Których twórczość mogę wymienić. Których kojarzę z twarzy/głosu/działalności. Trochę ta dzisiejsza notka poplątana, ale nie lubię śmierci, bez znaczenia w jakim wieku dopada. Pomimo, że nie byłam wielką fanką pana Harolda jest mi teraz smutno i wolałabym żeby to się nie zdarzyło. Ale jak już pisałam... każdego to czeka.
Nie wiem co jeszcze mogę napisać, jak to zakończyć...
Może po prostu.
Ja będę pamiętać. A w sercach swoich fanów Harold Ramis będzie wiecznie żywy.
Pamiętajcie, że jest to też wspominanie myśli 6-10 latki, która w głowie miała zabawę i muzykę, a nie filozoficzne rozmyślania, więc nie wszystko jest takie jakie powinno. A i napisane jest wszystko chaotycznie, bo nie przemyślane i pisane pod wpływem obecnie ogarniających mnie emocji.
poniedziałek, 24 lutego 2014
sobota, 22 lutego 2014
Miśki moje najukochańsze!
Wiem, wiem. Jestem okropna dalej mnie nie ma. Ale ja chwilowo NIE O TYM.
Jak wiecie, jestem szaloną studentką. Obecnie wybieramy tematy pracy licencjackiej. Mam propozycję (z profesorką na to wpadłyśmy) "Aspekt działań charytatywnych w muzyce", jak się pewnie domyślacie będę się opierać przede wszystkim na Michaelu. Temat, jakikolwiek, związany z Michaelem jest dla mnie idealny, dlatego mam też do Was takie pytanie, może mnie wspomożecie i macie jakieś inne problemy muzyczne, dziennikarskie, związane z Michaelem, które mogłabym przedstawić profesorce 15 marca jako potencjalne tematy? Bo szczerze powiedziawszy ja jestem obecnie wypruta z pomysłów :D
Czekam na propozycje!
I w pracy mam przeprowadzić "badania" i możecie być pewne, że Was jeszcze trochę wykorzystam! :D
Co do opowiadania. Jako, że zaczął się semestr czwarty i co weekend praktycznie spędzam dwanaście godzin na uczelni w tym na (nudnych) wykładach, więc opowiadanie powoli się rodzi, nie jestem pewna kiedy będzie, ale naprawdę staram się jak najszybciej (ale też w miarę ciekawie) je stworzyć.
Pamiętajcie, że Was kocham! I najpóźniej jutro już na sto procent zacznę nadrabiać Wasze notki, których jestem strasznie ciekawa!
P.S. zdałam egzamin, joł!
wtorek, 11 lutego 2014
Przepraszam.
Hej Wam.
Wiem, jestem okropna, miałam wrócić za dwa dni, miałam w sobotę dodać nową część, ale... nie ma jej jeszcze. Nawet w głowie średnio się układa, więc nie wiem kiedy będzie następna. Na te dwa dni co wyjechałam, byłam w sprawie pracy. Dostałam ją co mnie cieszy, chociaż nie tak jak bym chciała, ponieważ jest to tylko taka do załatania dziury jaka się wytworzyła w moim budżecie na szkołę. Co oznacza, że po robocie wracam padnięta i najchętniej przez trzy dni bym spała a dostaję za to grosze. Ale póki nic innego nie znajdę muszę się z tym męczyć. No i za tydzień mam ostatni (mam nadzieję) egzamin i muszę się za niego wziąć. A jako, że ostatnio mam trochę stresów... ciężko mi to idzie, bo wkręciłam się w anime, które oglądałam jak jeszcze chodziłam do gimnazjum, czyli było to za czasów kamienia łupanego jak to mówi mój tata. Wasze blogi też będę nadrabiać dopiero w przyszłym tygodniu, a jak dobrze pójdzie to w weekend. Ostatni mój wolny weekend. Teraz mam same zmiany podczas których w pracy siedzę od 15 do północy albo i dłużej więc z tym czasem jest naprawdę krucho nawet pisanie w nocy już nie bardzo wchodzi w grę, ale OBIECUJĘ to Wam, że nadrobię Wasze notki jak najszybciej i zacznę pisać nową notkę choćby w drodze do i z pracy. Ale odwiedzam Was regularnie, naprawdę. Wasze nowe notki mam nawet pootwierane w kartach na przeglądarce. Tylko nie mam kiedy się za nie zabrać. Czytałam na raty, ale to bez sensu. No dobra. Już przestaję się tłumaczyć, bo to jest do niczego. Jeszcze raz przepraszam.
L.O.V.E.
Wiem, jestem okropna, miałam wrócić za dwa dni, miałam w sobotę dodać nową część, ale... nie ma jej jeszcze. Nawet w głowie średnio się układa, więc nie wiem kiedy będzie następna. Na te dwa dni co wyjechałam, byłam w sprawie pracy. Dostałam ją co mnie cieszy, chociaż nie tak jak bym chciała, ponieważ jest to tylko taka do załatania dziury jaka się wytworzyła w moim budżecie na szkołę. Co oznacza, że po robocie wracam padnięta i najchętniej przez trzy dni bym spała a dostaję za to grosze. Ale póki nic innego nie znajdę muszę się z tym męczyć. No i za tydzień mam ostatni (mam nadzieję) egzamin i muszę się za niego wziąć. A jako, że ostatnio mam trochę stresów... ciężko mi to idzie, bo wkręciłam się w anime, które oglądałam jak jeszcze chodziłam do gimnazjum, czyli było to za czasów kamienia łupanego jak to mówi mój tata. Wasze blogi też będę nadrabiać dopiero w przyszłym tygodniu, a jak dobrze pójdzie to w weekend. Ostatni mój wolny weekend. Teraz mam same zmiany podczas których w pracy siedzę od 15 do północy albo i dłużej więc z tym czasem jest naprawdę krucho nawet pisanie w nocy już nie bardzo wchodzi w grę, ale OBIECUJĘ to Wam, że nadrobię Wasze notki jak najszybciej i zacznę pisać nową notkę choćby w drodze do i z pracy. Ale odwiedzam Was regularnie, naprawdę. Wasze nowe notki mam nawet pootwierane w kartach na przeglądarce. Tylko nie mam kiedy się za nie zabrać. Czytałam na raty, ale to bez sensu. No dobra. Już przestaję się tłumaczyć, bo to jest do niczego. Jeszcze raz przepraszam.
L.O.V.E.
sobota, 1 lutego 2014
Uciekinierka 2.
Siemka. Dzisiejszy rozdział... no nie jestem z niego zadowolona. Coś jest z nim nie tak. Pisałam go, kasowałam, przepisywałam od nowa, poprawiałam, kasowałam. Eh. Ale obiecałam, że będę wstawiać rozdziały w miarę regularnie i chyba będą to soboty więc oto on. Miłego czytania :)
_______________________________________________________________________________
Podczas gdy Wayne odwoził dziewczynkę do domu, Michael snuł się po swojej posiadłości nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Pomimo, że znał tę małą od kilkunastu godzin, teraz gdy jej zabrakło czuł ogromną pustkę. Przez tą chwilkę tyle radości wniosła do jego domu...
Wayne przyjechał po dwóch godzinach, z dobrym humorem i wręczył Michaelowi skrawek papieru z numerem telefonu do matki dziewczynki. Mrugnął przy tym zawadiacko i ze śmiechem dodał, że mamuśka jest całkiem niezła.
Gdyby wzrok mógł zabijać, Michael zostałby właśnie bez szefa ochrony. Nie dość, że denerwowało go takie przedmiotowe traktowanie kobiet, to jeszcze Wayne wspomniał o kobiecie na którą Jackson wciąż był jeszcze wściekły za brak odpowiedzialności.
Jeszcze mu nie przeszło gdy drzwi do jego domu otworzyły się nagle i stanął w nich człowiek bez twarzy. Czy też raczej z twarzą przysłoniętą grzywą czarnych loków. Jego przybycie zaanonsował gęsty dym z papierosów unoszący się wszędzie oraz przekleństwa, które było słychać jeszcze zanim w ogóle dostał się na werandę.
- Slash. Tyle razy cię prosiłem nie krzycz, nie przeklinaj i na litość boską, błagam nie pal w tym domu! - powiedział zdenerwowany Mike patrząc na przyjaciela złowrogo.
- Mike coś ty taki groźny dzisiaj? Laska cię kurwa rzuciła czy ki chuj? - spytał gitarzysta niewiele robiąc sobie z próśb przyjaciela.
Michael zrezygnował z nawracania rockmana po tym gdy ten odpalił kolejnego papierosa, złapał gosposię za tyłek i rzucił kilkoma przekleństwami jakby zastępował nimi znaki interpunkcyjne.
-Kurwa, misiek! Wiem jak poprawić ci twój zjebany humor! - krzyknął uradowany gitarzysta i pociągnął zdezorientowanego Michaela za ramię do samochodu - porywam cię dzisiaj do klubu. Zabawimy się kurwa.
Podczas jazdy Michael nie myślał o tym co go czeka tylko czy z jego małą przyjaciółką wszystko w porządku. Czy ma opiekę? Czy już śpi? Czy przytula ulubionego misia? Czy jest szczęśliwa?
Nim się zorientował dojechali na miejsce. Mike wysiadł z samochodu i ruszył za kudłatym przyjacielem. Pierwszy raz dał się wyciągnąć w takie miejsce rezygnując tym samym z nagrywania nowej piosenki. Weszli do środka w którym panował półmrok. Michael rozglądał się niepewnie w oczekiwaniu na napaść ze strony fanów, jednak Slash uspokoił go, że jest to klub wyłącznie dla vipów i nie musi się niczym martwić tyko czuć się swobodnie i dobrze bawić.
Slash pognał prosto do baru. Czuł się jak u siebie i od razu zapomniał o Michaelu. Pognał przed podest z rurą, łasy na widoki ponętnych kobiet tańczących w skąpych strojach. Michael tymczasem zamówił sok i usiadł przy stoliku przyjaciela spoglądając wszędzie byle tylko nie na dziewczynę tańczącą przed nim. Czuł się zażenowany i chciał iść gdzie indziej, ale czuł, że Saul tak szybko nie zrezygnuje ze swojej rozrywki. W tym momencie dziewczyna zakończyła swój pokaz zostając jedynie w samej bieliźnie. Ruszyła za scenę wśród okrzyków napalonych mężczyzn.
~*~
Irene podczas swojego numeru zauważyła kiwającego w jej stronę szefa. Wiedziała, że po zakończeniu będzie musiała się do niego zgłosić. Oczekiwała nagany za jej ostatnią nieobecność, jednak to co miał jej do powiedzenia zwaliło ją z nóg.
- Irene, czas na twój popisowy numer. Mamy gościa specjalnego, może znasz, Saul Hudson. Zażyczył sobie ciebie. I powiedział, że to ma być coś poza numerem na rurze. Chce mieć widowisko i ty masz mu je dać.
- Spike, ale przecież nic nie jest gotowe, skąd niby mam wziąć układ?! - zapytała zdenerwowana.
- Wymyśl coś, wierzę w ciebie. I pamiętaj, że masz mnie nie zawieźć. Twoja ostatnia nieobecność sporo mnie kosztowała, ten biznesmen był nie zadowolony, że to nie ty występowałaś. - odpowiedział spokojnie Spike i zapalił papierosa.
- Przecież wiesz, że to nie zależało ode mnie! Zaginęła moja córka, a ja miałam spokojnie przyjść do tego burdelu i rozbierać się przed jakimś napalonym fagasem? - warknęła dziewczyna. - Poza tym zabawny jesteś, przecież wynajęty przez ciebie choreograf siedzi już nad numerem specjalnym od tygodnia, a ty mi karzesz wymyślić coś na poczekaniu? W ciągu pięciu minut mam mieć dobry numeR? - zapytała wściekła.
- Tak. Dokładniej to w ciągu dwóch. Zaraz zaczynasz. Czegoś potrzebujesz? - zapytał niewinnym głosem.
Irene zmierzyła wściekłym wzrokiem swojego szefa. Miała dość tej roboty, ale wiedziała, że nie może sobie pozwolić na jej stratę.
- Daj mi krzesło i...
~*~
W klubie nagle przygasły światła. Z głośników wypłynęło Sweet Dreams. Na podwyższeniu rozbłysło światło punktowe, podest spowiła mgła. Światło oświetlało postać w czarnym garniturze i fedorze. Miała ona spuszczoną głowę i lekko dotykała opuszkami palców rondo kapelusza. Osoba stojąca tam podniosła nagle głowę tak, że Michael mógł zobaczyć jej twarz. Była to ta sama kobieta, która przed chwilą wyczyniała cuda ze swoim ciałem na rurze. Miała mocny makijaż, lekko rozchylone usta i wciąż trzymała brzeg kapelusza patrząc przed siebie. Gdy do jego uszy dobiegły pierwsze słowa piosenki dziewczyna powolnym krokiem zaczęła iść w ich stronę, do brzegu wąskiej sceny gdzie stało czarne krzesło. Przy końcu dziewczyna stanęła blisko ich stolika poruszając się zmysłowo w rytm muzyki i rozpinając przy tym marynarkę. Michael wpatrywał się w rozgrywającą się przed nim scenę oniemiały. Dziewczyna w tym czasie zaczęła szybkimi ruchami rozchylać marynarkę ukazując białą koszulę i czerwony krawat spływający wzdłuż jej ciała. Po chwili zaczęła ją ściągać, jednak w pewnym momencie jakby zrezygnowała i zamiast tego zaczęła rozpinać zamek w spodniach. Następnie tę czynność także porzuciła, schyliła się łapiąc je w połowie nogawek i pociągnęła mocno zostając w samych kabaretkach spod których widać było czarną bieliznę. Michael poczuł, że się czerwieni i odwrócił wzrok. Spojrzał na Slash'a, który bez oporów przyglądał się w połowie roznegliżowanej kobiecie uśmiechając się lubieżnie. Jednak zainteresowanie występem było silniejsze i zawstydzony wbrew sobie z powrotem skierował wzrok na podwyższenie na nieznajomą. Dziewczyna w tym czasie zdążyła odwrócić się tyłem i zmierzała powolnym krokiem w kierunku krzesła, które złapała i zaciągnęła za sobą na środek podestu, stanęła obok niego i powolnymi ruchami pozbyła się w końcu marynarki, którą odrzuciła w stronę najbliższych stolików, a następnie w przeciwnym kierunku odrzuciła fedorę zostając jedynie w białej koszuli i krawacie zawiązanym na szyi.
Koszula, którą miała na sobie była za duża i sięgała jej do połowy ud, co na siedzących wokół sceny mężczyzn działało bardziej niż gdyby była całkiem naga. Dziewczyna wykonała obrót po czym kucnęła, a uwolnione spod kapelusza kasztanowe fale zasłoniły jej twarz, jednak po chwili podniosła głowę i spojrzała wprost w oczy zszokowanego Michaela. Dziewczyna po chwili podniosła się tylko po to, aby następnie usiąść na przyciągniętym przez siebie wcześniej krześle. Złożyła ręce na kolanach i zaczęła na przemian rozszerzać i składać nogi przed sobą. W następnym momencie wstała i idąc znów w stronę końca sceny zaczęła gwałtownymi ruchami rozwiązywać krawat, który następnie skręciła w dłoniach i zarzuciła na szyję Slasha przyciągając go do siebie. Michael przez chwilę myślał, że dziewczyna pocałuje gitarzystę, jednak po paru sekundach odepchnęła zadowolonego Slash'a z powrotem na jego miejsce z taką siłą, że przewrócił łokciem szklankę z drinkiem. Dziewczyna zrobiła zmysłowy obrót i ruszyła ponownie w kierunku porzuconego krzesła sunąc na kolanach, przez co dawała tym samym niezły widok mijanym mężczyznom...
Kiedy w końcu dotarła na miejsce znalazła się przy krześle. Podpierając się na nim uniosła się i stanęła za nim okrakiem opierając się brzuchem o brzeg oparcia. Następnie ustawiła krzesło stabilnie na scenie przechylając się do przodu i robiąc w powietrzu szpagat, by po chwili opuścić nogi na siedzenie i odwrócić się ponownie twarzą do widowni. Słysząc krzyki mężczyzn zachęcające do dalszego tańca ruszyła ponownie w kierunku końca podwyższenia rozpinając powoli guziki swojej białej koszuli, która po chwili podzieliła los wcześniejszych części garderoby, lądując gdzieś pośród widowni. Michael odwrócił szybko zawstydzony wzrok gdy dziewczyna została w skąpej bieliźnie. W tym momencie jednej z widzów nie wytrzymał napięcia i wtargnął na scenę łapiąc dziewczynę w pasie, co skończyło się wymierzeniem siarczystego policzka i jej krzykiem.
~*~
- Bez dotykania ty dupku! - krzyknęła Irene trzaskając faceta w policzek po czym ruszyła szybkim krokiem w kierunku garderoby zalewając się łzami. Nienawidziła tej pracy jednak ona dawała jej możliwość dobrego zarobku jednocześnie bez rezygnacji ze studiów i opieki nad córką..
Ochrona zajęła się już facetem. Spike widzący wszystko zza kulis kazał gościa wyrzucić. Jeśli chodziłoby o inną dziewczynę to wiedział, że ta poradziłaby sobie sama, a interwencja ochrony byłaby ostatecznością jeśli facet byłby zbyt natrętny. Jeśli chodziło jednak o Irene... Spike znał jej przeszłość, wiedział, że taka sytuacja z tą dziewczyną może nie tyle skończyć się źle dla niej co dla faceta, który wtargnął na scenę. Dziewczyna w takich sytuacjach była nieprzewidywalna. Chęć ochrony siebie przejmowała nad nią kontrolę i nie zwracała uwagi czy to co robi jest rozsądne czy nie. Spike oczywiście nie martwił się konsekwencjami tylko o to, że pobity przez dziewczynę facet więcej nie wróci do klubu i nie wyda swoich pieniędzy w jego barze. A gdyby zażądał zwolnienia dziewczyny... nie mógł tego zrobić, była najlepsza i to właśnie dla niej przychodziła tu większość tych facetów. Była jego kopalnią pieniędzy.
Nie jest to zwykły klub nocny do którego przychodzi się zaspokoić swoje żądze. W tym klubie chodzi wyłącznie o dobry alkohol, miłe towarzystwo i przyjemne widoki. Nie przychodzi się tu dla dzikich orgii na zapleczu. Tu liczy się taniec za który dziewczyny dostają od podpitych kolesi nie małe pieniądze... Nie należy oddawać kury znoszącej złote jajka, prawda? Na szczęście mógł być pewien, że dziewczyna sama również nie zrezygnuje. Miała małe dziecko i za dużo obowiązków żeby pozwolić sobie na rzucenie jakby nie patrzeć dobrze płatnej pracy...
_____________________________________________________________________________\
Jeszcze raz chciałabym Wam podziękować za to, że jesteście i że jest Was coraz więcej. To jest naprawdę motywujące, jednak z drugiej strony czuję się beznadziejnie dodając takie niedorobione rozdziały.
Nie wiem po co, ale mam stronkę na fejsie, jeśli chcecie to możecie polubić, jak coś się tam ruszy to ułatwi mi to powiadamianie o nowych notkach, a jak nie to nie i tak będę hasać wesoło po Waszych blogach, bo na nich jest tak... MICHAELOWO :) jest to też po to, że jeśli chcielibyście coś wiedzieć, poznać się czy po prostu porozmawiać o czymkolwiek to tam jestem specjalnie dla Was :)
Dzięki Wam jeszcze raz.
LOVE
Etykiety:
Annie,
Dzieci,
Fan fiction,
Invincible,
Ja,
Jackson,
King of pop,
Limuzyna,
Michael,
Muzyka,
Niedowierzanie,
Opowiadanie,
Pop,
Powitanie,
Uciekinierka
środa, 29 stycznia 2014
Taka tam, wzruszona Invincible :)
Znacie to uczucie kiedy czujecie w sobie taką... dziwną energię do pisania. Nie potraficie się na niczym skupić, bo chcecie coś napisać. Nie wiecie jeszcze co, ale coś musicie. Siadacie przed czystą kartką i... nic. Moc dalej jest, ale nie potraficie nic z siebie wykrzesać, czy to z powodu nadmiaru emocji, energii, nie wiem.
Piszecie, a to wszystko wydaje się takie proste. Bez polotu. NUDNE.
A potem puszczacie muzykę...
I wszystko spływa samo...
Kochani, nowy rozdział się pisze. Nie wiem kiedy będzie, bo właśnie mam tą wenę - nie wenę. Obecnie leci mi Remember the Time i sama nie bardzo wiem co bardziej mam zamiar robić - pisać, śpiewać, rysować, tańczyć czy może jeszcze coś innego. Piszę, tak, ale u mnie wygląda to tak, że nie wstawiam zaraz po napisaniu. To musi przeleżeć, dojrzeć. Po paru dniach muszę przeczytać jeszcze raz i albo popoprawiać drobne błędy i wstawić, albo napisać to od nowa.
Chciałabym Wam podziękować, że jesteście. Za te pięćset wejść. Dla niektórych to może i mało, ale mnie naprawdę cieszy, że tu wracacie. A także za Wasze komentarze. Nawet sobie nie wyobrażacie jak Wasze słowa potrafią zmotywować do pisania. Nawet pochwała mojego profesora ostatnio nie podziałała na mnie tak jak Wy. I strasznie cieszy mnie, że jest Was coraz więcej.
Może to głupie, ale kocham Was :)
Jeszcze raz, dziękuję.
;)
Piszecie, a to wszystko wydaje się takie proste. Bez polotu. NUDNE.
A potem puszczacie muzykę...
I wszystko spływa samo...
Kochani, nowy rozdział się pisze. Nie wiem kiedy będzie, bo właśnie mam tą wenę - nie wenę. Obecnie leci mi Remember the Time i sama nie bardzo wiem co bardziej mam zamiar robić - pisać, śpiewać, rysować, tańczyć czy może jeszcze coś innego. Piszę, tak, ale u mnie wygląda to tak, że nie wstawiam zaraz po napisaniu. To musi przeleżeć, dojrzeć. Po paru dniach muszę przeczytać jeszcze raz i albo popoprawiać drobne błędy i wstawić, albo napisać to od nowa.
Chciałabym Wam podziękować, że jesteście. Za te pięćset wejść. Dla niektórych to może i mało, ale mnie naprawdę cieszy, że tu wracacie. A także za Wasze komentarze. Nawet sobie nie wyobrażacie jak Wasze słowa potrafią zmotywować do pisania. Nawet pochwała mojego profesora ostatnio nie podziałała na mnie tak jak Wy. I strasznie cieszy mnie, że jest Was coraz więcej.
Może to głupie, ale kocham Was :)
Jeszcze raz, dziękuję.
;)
sobota, 25 stycznia 2014
Uciekinierka 1.
Hejka!
Czas na coś nowego. Nie wiem co to. Powstawało podczas bezsennych nocy. Właściwie podczas jednej takiej bezsennej nocy powstał sam początek. Reszta doszła dzisiaj. Miało być coś innego, ale z tamtym siedzę w martwym punkcie więc daję Wam to. Mam nadzieję, że się spodoba. Nie wiem co z tego wyjdzie, nie wiem jak długie to będzie. Nic nie wiem. Ale wiem, że pokochałam Annie i chciałabym taką swoją już mieć. Serio :D
Jeśli chodzi o Anię to prosiłabym zignorować błędy w jej wypowiedziach, niestety chwilowo ma taki styl. Sama się namęczyłam nad jej wypowiedziami najbardziej bo dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że piszę poprawnie i musiałam wracać, zmieniać. Sprawdzać, znów zmieniać. No masakra. Ale już nie marudzę. Miłego czytania!
________________________________________________________________________________
Mężczyzna otworzył drzwi do swojej
posiadłości i spostrzegł na bujanym fotelu na werandzie małą,
słodką dziewczynkę w niebieskiej sukieneczce i dwoma kitkami na
czubku głowy. Miała nie więcej niż trzy latka. Machała nóżkami
i patrzyła ufnym wzrokiem w jego stronę.
- Hej maluszku, a co ty tu robisz? -
spytał zaprasząjac ją gestem do swojego domu, na dworze robiło
się chłodno i nie chciał, żeby ta mała istotka się
przeziębiła.
- Ej, ja nie jeśtem juś mała!
Mama mi poźwala siedzieć na fotelu dla duzych.
- Oh. OK. Duża. To skąd się tu
wzięłaś, co? Gdzie twoi rodzice?
- Nie wiem. Mamusia posła do pracy
i wluci dopjelo jutlo. Ja byłam z babcią ale ona śpi, a mi się
nudziło.
- A tatuś?
- Tatuś to osoba któlą kocha
mamusia. Oh! Cyli ty jesteś moim tatusiem – krzyknęła
dziwczynka z taką radością, jakby właśnie rozgryzła zagadkę,
która męczyła ją od dawna.
Michaela zatkało. Ta mała istotka
była tak urocza, że żałował, że to co mówi nie jest prawdą.
Jednak coś mu w niej nie pasowało. No jak to on jest jej ojcem.
Kolejna Billie Jean czy jak?
- Kochanie, ale ja nie mogę być
twoim tatusiem, skąd taki pomysł?
- Oj no mówiłam ci jus. Bo mamusia
cię kocha. Psecies sama słysałam jak patsyła na twoje zdjęcia i
mówiła ze cię kocha i ze skoda ze jesteś jej niejejajnym.
Nielelajnym mazeniem. Oj no wies...
- Nierealnym marzeniem?
- Nooo psecies mówię. A co to
znacy?
Mike zachichotał. Ta mała była
naprawdę rozkoszna. Ale wiedział, że musi z niej wyciągnąć skad
tu przyszła i odstawić ją jak najszybciej do domu. W końcu jej
bliscy na pewno się niepokoją...
- To oznacza, że jestem jej
fantazją. Ale czy ja ci, kurczaku wyglądam na fantazję? Na kogoś
kto nie istnieje?
- Niee... - odpowiedziała
dziewczyna i w tym momencie w pomieszczeniu rozległ się odgłos
burczenia w jej malutkim brzuszku. - tatusiu... jestem głodna.
- Właśnie słyszę, chodź coś
trzeba z tym zrobić. - Odpowiedział Michael i zabrał dziewczynkę
do kuchni.
Smiley postanowił, że na razie nie
będzie próbował nic wyjaśnić bo to i tak nic nie da. Zadzwoni do
ochroniarza żeby on zajał się tą sprawą, a on sam zajmie się
małą – dużą istotką żeby się nie nudziła. Michael nie
sądził, że kiedykolwiek jakieś obce dziecko wkradnie się do jego
serca w ciągu zaledwie dziesięciu minut.
~*~
- Mamo, jak to zniknęła?! Jak
dwulatka mogła zniknąć będąc pod twoją opieką! No co, ubrała
się i wyszła? A ty tego nie zauważyłaś?! Cholera, wezwałaś
chociaż policję? Przecież coś jej się mogło stać, ktoś ją
mógł porwać. Boże, nawet nie chcę myśleć o tym gdzie ona
teraz jest i co się z nią dzieje... - dziewczynie załamał się
głos i rozpłakała się na dobre.
- Kochanie, zgłosiłam to już na
policję. Wszyscy jej szukają. Przepraszam, naprawdę nie wiem jak
to się mogło stać. Nie martw się, na pewno ją znajdziemy.
Pewnie schowała się gdzieś koło domu i dobrze się bawi, że
wszyscy jej szukają...
- Mamo, ona ma dwa latka, ledwo
potrafi wysiedzieć na dziesięciominutowej dobranocce, a tobie się
wydaje, że tyle godzin przesiedziała w jednym miejscu mając dobry
ubaw z naszego przerażenia?! Czy ty siebie słyszysz?!
- Irene, proszę nie denerwuj się.
Zobaczysz wszystko będzie dobrze. Idź odpocznij w końcu niedawno
wróciłaś z nocki, jesteś pewnie zmęczona.
- W dupie to mam! Idę jej szukać,
przecież nie będę bezczynnie siedzieć podczas gdy moja córka
błądzi po mieście! CAŁĄ NOC, CZY WY JESTEŚCIE NIENORMALNI, ŻE
JEJ JESZCZE NIE ZNALEŹIŚCIE?! PRZECIEŻ ONA MUSI BYĆ PRZERAŻONA!!
- dziewczyna wyszła z domu trzaskając drzwiami. Wyciągnęła
telefon i wybrała numer do szefa.
- Halo, Spike. Nie będzie mnie
dzisiaj w pracy. Nie, nie dam rady, moja córka zaginęła muszę ją
znaleźć. Nie wiem, weź kogoś innego, odpracuję jak tylko ją
znajdę obiecuję. W końcu sama też potrzebuję tej kasy. Ok. Na
razie. - rozłączyła się i ruszyła wzdłuż ulicy szukając
swojego aniołka.
- Annie, mam nadzieję, że nic ci
się nie stało skarbie...
~*~
- OH! - coś ciężkiego uwaliło
się na brzuch Michaela. Jakby miał psa bądź kota nie byłby
zdziwiony, a tutaj przeżył jednak lekki szok. Jednak gdy zobaczył
burzę blond loczków szybko uświadomił sobie kto po nim skacze. -
Cześć aniołku, jak się spało?
- Dobze. Wies, ze mamusia tes tak do
mnie mówi? Tlochę się za nią stęskniłam... - posmutniała
dziewczynka.
- Hej, nie bądź smutna, niedługo
zobaczysz się z mamusia. Jak tu kruszynko w ogóle masz na imię
co?
- Annie.
- Ślicznie. A może powiesz mi czy
wiesz jak tu przyszłaś i jak wrócić do domku, co?
- Nie pamiętam. Jechałam
autobuseeeeeeeeeeem i tam było dużo ludzi. I mijałam dzewka,
domki. I nawet klówki były!
- Oh, no nie martw się, znajdziemy
twoją mamusię – Michael przytulił dziewczynkę po czym zabrał
ją na dół i nakarmił.
Ochroniarzom nic nie udało się
jeszcze ustalić jednak Michael nie tracił nadziei, że w końcu
znajdą mamę Annie. Szczerze miał ochotę nawrzeszczeć na tę
nieodpowiedzialną kobietę. Jak można tak zostawić małe dziecko?
Jak można je zgubić i jeszcze nie próbować go odnaleźć! Nie był
w stanie tego zrozumieć. Tym bardziej, że mała Annie wydawała się
naprawdę rozkosznym dzieckiem, które jest zadowolone ze swojego
życia. Czy to możliwe, żeby ta jej „kochana mamusia” mogła
się nie przejąć zniknięciem dziewczynki? Może wróciła z pracy
i nawet nie zauważyła braku dziecka? To co z niej za matka...
Przemyślenia Michaela przerwał cichy
głosik dziewczynki.
- Tatusiu, mozemy się pobawić w
coś? Nuuuudzi mi sięęęę...
- Jasne skarbie, a w co byś chciała
się pobawić? - Michael już wczorajszego wieczoru przestał
nakłaniać dziewczynkę, żeby przestała się do niego zwracać
„tato”, była małym uparciuchem...
- W zgadywanki! - krzyknęła
dziewczynka i pobiegła do salonu gdzie rozłożyła się wygodnie w
fotelu i czekała na swojego tymczasowego opiekuna.
Tak zleciał im czas aż do południa,
kiedy to ochroniarz Michaela przyniósł wiadomość, że policja
szuka małej i zdobył informacje gdzie ją zawieźć.
Mężczyzna sam odwiózł dziewczynkę
do domu, po długim pożegnaniu z Michaelem i przyrzeczeniu, że
jeszcze się spotkają. Smiley nie postanowił nie jechać przede
wszystkim ze względów bezpieczeństwa, ale nie był też pewien za
siebie, czy nie naubliżałby po raz pierwszy w życiu kobiecie, za
to, że jest taką nieodpowiedzialną matką.
Michael trafił kiedyś na pewien cytat
polskiego autora.
„Nagle tak cicho zrobiło się w moim
życiu bez ciebie...”
Nie rozumiał wtedy dokładnie co mógł
czuć wypowiadający je człowiek, ale teraz to zrozumiał. Po
zaledwie dniu spędzonym z tą maleńką istotką, teraz gdy
wyjechała czuł ogarniającą go pustkę...
~*~
Po całonocnych poszukiwaniach Irene
zaczęła tracić już nadzieje. Wiedziała, że nie powinna się
poddawać, ale sprawdziła już wszystkie możliwe miejsca gdzie
dziewczynka mogła pójść sama. Przecież to dopiero dwuletnie
dziecko, nie maratończyk. Nie mogła zajść nawet do połowy tego
co sprawdziła,a co dopiero dalej. Zrezygnowana wróciła pod dom,
usiadła na krawężniku i zaczęła płakać. Jej córka. Jej
kochane maleństwo. Jej malutka Ania...
Nagle przed nią zatrzymał się czarny
samochód, dziewczyna szybko głowę gdy usłyszała radosny krzyk
swojej pociechy.
- MAMUSIU!
- Boże Annie, gdzieś ty była!
- Mamusiu byłam u tatusia –
powiedziała radośnie dziewczynka, a serce Irene stanęło na
chwilę po usłyszeniu tych słów. Niepewnie spojrzała w stronę
samochodu, jednak odetchnęła kiedy wysiadł z niego kierowca i nie
był nim na szczęście ojciec dziewczynki. W końcu skąd on by się
tu miał wziąć. Przecież od roku siedział w więzieniu...
- Oh, kochanie. Tak bardzo się
martwiłam, nie rób mi tego więcej. Dlaczego wyszłaś sama z
domu?
- Bo babcia śpała a ja nie ściałam
jej obudzić, a tak baldzo mi się nudziłoooo...
Irene odetchnęła z ulgą podziękowała
mężczyźnie który odwiózł jej córkę do domu. Chciała zaprosić
go na kawę jednak mężczyzna powiedział, że musi wracać do
pracy, wziął jedynie od młodej kobiety numer telefonu, który w
niego wmusiła z przyrzeczeniem, że jeśli będzie kiedykolwiek
czegoś potrzebował to ma dać znać, a ona stanie na uszach byleby
tylko mu pomóc. Weszła do domu i upewniwszy się, że jej córka
jest cała i zdrowa położyła młodą spać i sama również
zasnęła obok niej... To był naprawdę długi dzień dla Irene
jednak zdenerwowanie dało się we znaki. Co chwilę budziła się w
nocy i sprawdzała czy jej kruszynka wciąż leży obok. Nad ranem
zrezygnowała z dalszego snu i zaczęła rozmyślać o swoim życiu.
Była młodą, dwudziestodwuletnią kobietą. Miała dwuletnią
córkę, która była całym jej życiem. Studiowała dziennikarstwo
a nocami pracowała w klubie żeby niczego jej szkrabowi nie
zabrakło. Nie mogła narzekać. Praca nie była tą wymarzoną, ale
jakoś sobie trzeba było radzić. W opiece nad córką pomagała jej
mama, a babcia Annie. Z ojcem dziewczynki nie utrzymywała kontaktu.
Jedyną dobrą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobił w swoim żywocie
było danie jej córki...
_________________________________________________________________________________
Na koniec. Komentarz mojej siostry jak przeczytałam jej fragment rozmowy Annie i Michaela:
"to nie może być twoje, bo jakieś takie za mądre". OK. WIARA WE MNIE <3
I chciałabym Was prosić z całego serca, jeśli wchodzicie tutaj, a piszecie coś swojego to proszę, a wręcz BŁAGAM zostawcie mi namiary na swoje opowiadania. Jestem jak ten narkoman bez możliwości dania sobie w żyłę, bo jeśli chodzi o to co czytam to muszę męczyć się czekając na nowe notki, a nic nowego nie umiem znaleźć i po prostu rozsadza mnie z braku fanfików!
Chociaż z drugiej strony nic mnie nie odciąga od nauki...
Ale ja chcę żeby mnie coś odciągało!
Dobra.
Nie ględzę już xD
Etykiety:
cierpnienie,
Dzieci,
Fan,
Fan fiction,
Invincible,
Ja,
Jackson,
King of pop,
Michael,
Muzyka,
Opowiadanie,
Pop,
Powitanie,
Pożegnanie,
Radość,
Śmiech,
Uciekinierka,
Uśmiech
Subskrybuj:
Posty (Atom)


