Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lutego 2014

Miniaturkowa pierdoła #1

Siema!
Dawno mnie nie było i w ogóle, ale już się nie będę więcej tłumaczyć, bo jeszcze się pogrążam. W ramach przeprosin dodaję dzisiaj TO. "Miniaturkową pierdołę" numer jeden. Jest to miniaturka. Taka pierdoła. Mogą się pojawiać często - jak mam głupawkę, albo jest jakaś szczególna okazja, jak dzisiaj.
Chciałabym Wam z całego serca podziękować za te ponad tysiąc wejść. Motywujecie mnie tym strasznie. Wiem, że mam dla kogo pisać. Wiem, że ktoś tu wchodzi. Wiem, że jesteście. Nabitych zostało do dzisiaj też 91 komentarzy. Niektóre są też moje, bo tutaj nie da się niestety wyłączyć liczenia swoich, ale za nie również chciałabym Wam podziękować. Cieszę się, że jesteście, naprawdę!
_____________________________________________________________________________
Siedziałam spokojnie wieczorem na kanapie, popijając gorącą czekoladę i czytając notatki na egzamin, gdy nagle drzwi do pokoju otwarły się i uderzyły rykoszetem w ścianę, a w progu stał ciemnowłosy mężczyzna z taką miną,że od razu do głowy przyszły mi same najgorsze myśli. Wstałam i podeszłam powoli do mężczyzny zaniepokojona jednak on stał dalej, blady na twarzy i wpatrywał się w przestrzeń nie zwracając na mnie zupełnie uwagi. Nie żebym była kimś ważnym, ale cholera to się jeszcze nie zdarzało, żeby mnie tak ignorował!

- Boże, Michael co się stało?! - wrzasnęłam tak, że z pewnością obudziłam całą okolicę.
 Mężczyzna spojrzał w końcu na mnie nieprzytomnym wzrokiem i uśmiechnął się blado.

- Miałem ponad tysiąc wejść... - wyszeptał. Spojrzałam na niego jak na człowieka chorego umysłowo.

- Jakie tysiąc? O czym ty za przeproszeniem pierdzielisz?

- Na bloga, rozumiesz? Ponad tysiąc! - zaczął mówić z każdą chwilą głośniej z rosnącym przejęciem.

- Znowu wciągałeś coś, co ci Slash podsunął pod nos? Tyle razy ci mówiłam żebyś od tego ćpuna nawet cukierka nie brał, bo znając jego to pewnie jakieś tabletki gwałtu czy jeszcze coś innego! - zdenerwowałam się nie na żarty i zaczęłam dokładnie zaglądać w oczy Michaela.
Mężczyzna zaczął cicho chichotać, a po chwili rżał już jak koń z astmą. Dusząc się ze śmiechu opowiedział mi dokładnie o co chodzi.

- Kornelia, Nelly, Nelluś słuchaj, bo ja bloga założyłem. Z opowiadaniami.

- O czym niby? - spytałam, patrząc na niego jak na uciekiniera z wariatkowa. Mike zarumienił się i wymamrotał coś pod nosem. - Co mówisz? Nie zrozumiałam...

- O mnie. I fankach. Wymyślonych oczywiście, ale wiesz... wielka miłość i te sprawy... - powiedział czerwieniąc się jeszcze bardziej, a ja w tym momencie nie wyrobiłam. Parsknęłam śmiechem tak mocno, że straciłam równowagę i po chwili znalazłam się na dywanie.

- I co? Piszesz opowiadanie... - zachichotałam - … o sobie i tych fankach. I co? Podpisujesz się „Wasz kochany Michaelek”? - parsknęłam.

- Nie... Głupia jesteś. Invincible jestem. - powiedział, po czym dodał cicho – Irene Invincible... - w tym momencie nie wyrobiłam już zupełnie.

- Michael, ty stary koniu! Nie masz co robić? To BOOM zrób. Wróć do fanów, bo widzę, że już ci porządnie odwala na tej twojej emeryturce. Zamiast udawać, że nie żyjesz i bawić się w „blogerkę” wziąłbyś się za koncertowanie. Sama chętnie bym to zobaczyła!

- Wiesz, że nie mogę... poza tym... mam już ponad tysiąc wejść rozumiesz? Rozwijam się! Biznesy robię!

- Chyba sam sobie w kółko wchodzić na tego bloga, żeby tyle tego nabić.

- Wiesz co, ty to nic nie rozumiesz! - krzyknął Michael i wyszedł z pokoju. W progu odwrócił się jeszcze na chwilę, żeby pokazać mi język, a następnie podskakując poszedł w nieznanym mi kierunku.

Pisarz od siedmiu boleści...
_____________________________________________________________________________

Powstało to w połowie dzisiaj w autobusie, a w połowie w pracy. Chyba byłam za bardzo przyćpana smrodem z popcornic, albo solą do popcornu, że takie rzeczy mi wpadały do głowy, no ale cóż zrobić. :)

sobota, 1 lutego 2014

Uciekinierka 2.

Siemka. Dzisiejszy rozdział... no nie jestem z niego zadowolona. Coś jest z nim nie tak. Pisałam go, kasowałam, przepisywałam od nowa, poprawiałam, kasowałam. Eh. Ale obiecałam, że będę wstawiać rozdziały w miarę regularnie i chyba będą to soboty więc oto on. Miłego czytania :)

_______________________________________________________________________________

Podczas gdy Wayne odwoził dziewczynkę do domu, Michael snuł się po swojej posiadłości nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Pomimo, że znał tę małą od kilkunastu godzin, teraz gdy jej zabrakło czuł ogromną pustkę. Przez tą chwilkę tyle radości wniosła do jego domu...

Wayne przyjechał po dwóch godzinach, z dobrym humorem i wręczył Michaelowi skrawek papieru z numerem telefonu do matki dziewczynki. Mrugnął przy tym zawadiacko i ze śmiechem dodał, że mamuśka jest całkiem niezła.
Gdyby wzrok mógł zabijać, Michael zostałby właśnie bez szefa ochrony. Nie dość, że denerwowało go takie przedmiotowe traktowanie kobiet, to jeszcze Wayne wspomniał o kobiecie na którą Jackson wciąż był jeszcze wściekły za brak odpowiedzialności.

Jeszcze mu nie przeszło gdy drzwi do jego domu otworzyły się nagle i stanął w nich człowiek bez twarzy. Czy też raczej z twarzą przysłoniętą grzywą czarnych loków. Jego przybycie zaanonsował gęsty dym z papierosów unoszący się wszędzie oraz przekleństwa, które było słychać jeszcze zanim w ogóle dostał się na werandę.

- Slash. Tyle razy cię prosiłem nie krzycz, nie przeklinaj i na litość boską, błagam nie pal w tym domu! - powiedział zdenerwowany Mike patrząc na przyjaciela złowrogo.

- Mike coś ty taki groźny dzisiaj? Laska cię kurwa rzuciła czy ki chuj? - spytał gitarzysta niewiele robiąc sobie z próśb przyjaciela.

Michael zrezygnował z nawracania rockmana po tym gdy ten odpalił kolejnego papierosa, złapał gosposię za tyłek i rzucił kilkoma przekleństwami jakby zastępował nimi znaki interpunkcyjne.
-Kurwa, misiek! Wiem jak poprawić ci twój zjebany humor! - krzyknął uradowany gitarzysta i pociągnął zdezorientowanego Michaela za ramię do samochodu - porywam cię dzisiaj do klubu. Zabawimy się kurwa.
Podczas jazdy Michael nie myślał o tym co go czeka tylko czy z jego małą przyjaciółką wszystko w porządku. Czy ma opiekę? Czy już śpi? Czy przytula ulubionego misia? Czy jest szczęśliwa?
Nim się zorientował dojechali na miejsce. Mike wysiadł z samochodu i ruszył za kudłatym przyjacielem. Pierwszy raz dał się wyciągnąć w takie miejsce rezygnując tym samym z nagrywania nowej piosenki. Weszli do środka w którym panował półmrok. Michael rozglądał się niepewnie w oczekiwaniu na napaść ze strony fanów, jednak Slash uspokoił go, że jest to klub wyłącznie dla vipów i nie musi się niczym martwić tyko czuć się swobodnie i dobrze bawić.

Slash pognał prosto do baru. Czuł się jak u siebie i od razu zapomniał o Michaelu. Pognał przed podest z rurą, łasy na widoki ponętnych kobiet tańczących w skąpych strojach. Michael tymczasem zamówił sok i usiadł przy stoliku przyjaciela spoglądając wszędzie byle tylko nie na dziewczynę tańczącą przed nim. Czuł się zażenowany i chciał iść gdzie indziej, ale czuł, że Saul tak szybko nie zrezygnuje ze swojej rozrywki. W tym momencie dziewczyna zakończyła swój pokaz zostając jedynie w samej bieliźnie. Ruszyła za scenę wśród okrzyków napalonych mężczyzn.


~*~

Irene podczas swojego numeru zauważyła kiwającego w jej stronę szefa. Wiedziała, że po zakończeniu będzie musiała się do niego zgłosić. Oczekiwała nagany za jej ostatnią nieobecność, jednak to co miał jej do powiedzenia zwaliło ją z nóg.

- Irene, czas na twój popisowy numer. Mamy gościa specjalnego, może znasz, Saul Hudson. Zażyczył sobie ciebie. I powiedział, że to ma być coś poza numerem na rurze. Chce mieć widowisko i ty masz mu je dać.

- Spike, ale przecież nic nie jest gotowe, skąd niby mam wziąć układ?! - zapytała zdenerwowana.

- Wymyśl coś, wierzę w ciebie. I pamiętaj, że masz mnie nie zawieźć. Twoja ostatnia nieobecność sporo mnie kosztowała, ten biznesmen był nie zadowolony, że to nie ty występowałaś. - odpowiedział spokojnie Spike i zapalił papierosa.

- Przecież wiesz, że to nie zależało ode mnie! Zaginęła moja córka, a ja miałam spokojnie przyjść do tego burdelu i rozbierać się przed jakimś napalonym fagasem? - warknęła dziewczyna. - Poza tym zabawny jesteś, przecież wynajęty przez ciebie choreograf siedzi już nad numerem specjalnym od tygodnia, a ty mi karzesz wymyślić coś na poczekaniu? W ciągu pięciu minut mam mieć dobry numeR? - zapytała wściekła.

- Tak. Dokładniej to w ciągu dwóch. Zaraz zaczynasz. Czegoś potrzebujesz? - zapytał niewinnym głosem.
Irene zmierzyła wściekłym wzrokiem swojego szefa. Miała dość tej roboty, ale wiedziała, że nie może sobie pozwolić na jej stratę.

- Daj mi krzesło i...

~*~

W klubie nagle przygasły światła. Z głośników wypłynęło Sweet Dreams. Na podwyższeniu rozbłysło światło punktowe, podest spowiła mgła. Światło oświetlało postać w czarnym garniturze i fedorze. Miała ona spuszczoną głowę i lekko dotykała opuszkami palców rondo kapelusza. Osoba stojąca tam podniosła nagle głowę tak, że Michael mógł zobaczyć jej twarz. Była to ta sama kobieta, która przed chwilą wyczyniała cuda ze swoim ciałem na rurze. Miała mocny makijaż, lekko rozchylone usta i wciąż trzymała brzeg kapelusza patrząc przed siebie. Gdy do jego uszy dobiegły pierwsze słowa piosenki dziewczyna powolnym krokiem zaczęła iść w ich stronę, do brzegu wąskiej sceny gdzie stało czarne krzesło. Przy końcu dziewczyna stanęła blisko ich stolika poruszając się zmysłowo w rytm muzyki i rozpinając przy tym marynarkę. Michael wpatrywał się w rozgrywającą się przed nim scenę oniemiały. Dziewczyna w tym czasie zaczęła szybkimi ruchami rozchylać marynarkę ukazując białą koszulę i czerwony krawat spływający wzdłuż jej ciała. Po chwili zaczęła ją ściągać, jednak w pewnym momencie jakby zrezygnowała i zamiast tego zaczęła rozpinać zamek w spodniach. Następnie tę czynność także porzuciła, schyliła się łapiąc je w połowie nogawek i pociągnęła mocno zostając w samych kabaretkach spod których widać było czarną bieliznę. Michael poczuł, że się czerwieni i odwrócił wzrok. Spojrzał na Slash'a, który bez oporów przyglądał się w połowie roznegliżowanej kobiecie uśmiechając się lubieżnie. Jednak zainteresowanie występem było silniejsze i zawstydzony wbrew sobie z powrotem skierował wzrok na podwyższenie na nieznajomą. Dziewczyna w tym czasie zdążyła odwrócić się tyłem i zmierzała powolnym krokiem w kierunku krzesła, które złapała i zaciągnęła za sobą na środek podestu, stanęła obok niego i powolnymi ruchami pozbyła się w końcu marynarki, którą odrzuciła w stronę najbliższych stolików, a następnie w przeciwnym kierunku odrzuciła fedorę zostając jedynie w białej koszuli i krawacie zawiązanym na szyi.
Koszula, którą miała na sobie była za duża i sięgała jej do połowy ud, co na siedzących wokół sceny mężczyzn działało bardziej niż gdyby była całkiem naga. Dziewczyna wykonała obrót po czym kucnęła, a uwolnione spod kapelusza kasztanowe fale zasłoniły jej twarz, jednak po chwili podniosła głowę i spojrzała wprost w oczy zszokowanego Michaela. Dziewczyna po chwili podniosła się tylko po to, aby następnie usiąść na przyciągniętym przez siebie wcześniej krześle. Złożyła ręce na kolanach i zaczęła na przemian rozszerzać i składać nogi przed sobą. W następnym momencie wstała i idąc znów w stronę końca sceny zaczęła gwałtownymi ruchami rozwiązywać krawat, który następnie skręciła w dłoniach i zarzuciła na szyję Slasha przyciągając go do siebie. Michael przez chwilę myślał, że dziewczyna pocałuje gitarzystę, jednak po paru sekundach odepchnęła zadowolonego Slash'a z powrotem na jego miejsce z taką siłą, że przewrócił łokciem szklankę z drinkiem. Dziewczyna zrobiła zmysłowy obrót i ruszyła ponownie w kierunku porzuconego krzesła sunąc na kolanach, przez co dawała tym samym niezły widok mijanym mężczyznom...
Kiedy w końcu dotarła na miejsce znalazła się przy krześle. Podpierając się na nim uniosła się i stanęła za nim okrakiem opierając się brzuchem o brzeg oparcia. Następnie ustawiła krzesło stabilnie na scenie przechylając się do przodu i robiąc w powietrzu szpagat, by po chwili opuścić nogi na siedzenie i odwrócić się ponownie twarzą do widowni. Słysząc krzyki mężczyzn zachęcające do dalszego tańca ruszyła ponownie w kierunku końca podwyższenia rozpinając powoli guziki swojej białej koszuli, która po chwili podzieliła los wcześniejszych części garderoby, lądując gdzieś pośród widowni. Michael odwrócił szybko zawstydzony wzrok gdy dziewczyna została w skąpej bieliźnie. W tym momencie jednej z widzów nie wytrzymał napięcia i wtargnął na scenę łapiąc dziewczynę w pasie, co skończyło się wymierzeniem siarczystego policzka i jej krzykiem.

~*~

- Bez dotykania ty dupku! - krzyknęła Irene trzaskając faceta w policzek po czym ruszyła szybkim krokiem w kierunku garderoby zalewając się łzami. Nienawidziła tej pracy jednak ona dawała jej możliwość dobrego zarobku jednocześnie bez rezygnacji ze studiów i opieki nad córką..

Ochrona zajęła się już facetem. Spike widzący wszystko zza kulis kazał gościa wyrzucić. Jeśli chodziłoby o inną dziewczynę to wiedział, że ta poradziłaby sobie sama, a interwencja ochrony byłaby ostatecznością jeśli facet byłby zbyt natrętny. Jeśli chodziło jednak o Irene... Spike znał jej przeszłość, wiedział, że taka sytuacja z tą dziewczyną może nie tyle skończyć się źle dla niej co dla faceta, który wtargnął na scenę. Dziewczyna w takich sytuacjach była nieprzewidywalna. Chęć ochrony siebie przejmowała nad nią kontrolę i nie zwracała uwagi czy to co robi jest rozsądne czy nie. Spike oczywiście nie martwił się konsekwencjami tylko o to, że pobity przez dziewczynę facet więcej nie wróci do klubu i nie wyda swoich pieniędzy w jego barze. A gdyby zażądał zwolnienia dziewczyny... nie mógł tego zrobić, była najlepsza i to właśnie dla niej przychodziła tu większość tych facetów. Była jego kopalnią pieniędzy.

Nie jest to zwykły klub nocny do którego przychodzi się zaspokoić swoje żądze. W tym klubie chodzi wyłącznie o dobry alkohol, miłe towarzystwo i przyjemne widoki. Nie przychodzi się tu dla dzikich orgii na zapleczu. Tu liczy się taniec za który dziewczyny dostają od podpitych kolesi nie małe pieniądze... Nie należy oddawać kury znoszącej złote jajka, prawda? Na szczęście mógł być pewien, że dziewczyna sama również nie zrezygnuje. Miała małe dziecko i za dużo obowiązków żeby pozwolić sobie na rzucenie jakby nie patrzeć dobrze płatnej pracy...

_____________________________________________________________________________\

Jeszcze raz chciałabym Wam podziękować za to, że jesteście i że jest Was coraz więcej. To jest naprawdę motywujące, jednak z drugiej strony czuję się beznadziejnie dodając takie niedorobione rozdziały.

Nie wiem po co, ale mam stronkę na fejsie, jeśli chcecie to możecie polubić, jak coś się tam ruszy to ułatwi mi to powiadamianie o nowych notkach, a jak nie to nie i tak będę hasać wesoło po Waszych blogach, bo na nich jest tak... MICHAELOWO :) jest to też po to, że jeśli chcielibyście coś wiedzieć, poznać się czy po prostu porozmawiać o czymkolwiek to tam jestem specjalnie dla Was :)


Dzięki Wam jeszcze raz.


LOVE

sobota, 25 stycznia 2014

Uciekinierka 1.

Hejka!
Czas na coś nowego. Nie wiem co to. Powstawało podczas bezsennych nocy. Właściwie podczas jednej takiej bezsennej nocy powstał sam początek. Reszta doszła dzisiaj. Miało być coś innego, ale z tamtym siedzę w martwym punkcie więc daję Wam to. Mam nadzieję, że się spodoba. Nie wiem co z tego wyjdzie, nie wiem jak długie to będzie. Nic nie wiem. Ale wiem, że pokochałam Annie i chciałabym taką swoją już mieć. Serio :D
Jeśli chodzi o Anię to prosiłabym zignorować błędy w jej wypowiedziach, niestety chwilowo ma taki styl. Sama się namęczyłam nad jej wypowiedziami najbardziej bo dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że piszę poprawnie i musiałam wracać, zmieniać. Sprawdzać, znów zmieniać. No masakra. Ale już nie marudzę. Miłego czytania!

________________________________________________________________________________

Mężczyzna otworzył drzwi do swojej posiadłości i spostrzegł na bujanym fotelu na werandzie małą, słodką dziewczynkę w niebieskiej sukieneczce i dwoma kitkami na czubku głowy. Miała nie więcej niż trzy latka. Machała nóżkami i patrzyła ufnym wzrokiem w jego stronę.

- Hej maluszku, a co ty tu robisz? - spytał zaprasząjac ją gestem do swojego domu, na dworze robiło się chłodno i nie chciał, żeby ta mała istotka się przeziębiła.

- Ej, ja nie jeśtem juś mała! Mama mi poźwala siedzieć na fotelu dla duzych.

- Oh. OK. Duża. To skąd się tu wzięłaś, co? Gdzie twoi rodzice?

- Nie wiem. Mamusia posła do pracy i wluci dopjelo jutlo. Ja byłam z babcią ale ona śpi, a mi się nudziło.

- A tatuś?

- Tatuś to osoba któlą kocha mamusia. Oh! Cyli ty jesteś moim tatusiem – krzyknęła dziwczynka z taką radością, jakby właśnie rozgryzła zagadkę, która męczyła ją od dawna.

Michaela zatkało. Ta mała istotka była tak urocza, że żałował, że to co mówi nie jest prawdą. Jednak coś mu w niej nie pasowało. No jak to on jest jej ojcem. Kolejna Billie Jean czy jak?

- Kochanie, ale ja nie mogę być twoim tatusiem, skąd taki pomysł?

- Oj no mówiłam ci jus. Bo mamusia cię kocha. Psecies sama słysałam jak patsyła na twoje zdjęcia i mówiła ze cię kocha i ze skoda ze jesteś jej niejejajnym. Nielelajnym mazeniem. Oj no wies...

- Nierealnym marzeniem?

- Nooo psecies mówię. A co to znacy?

Mike zachichotał. Ta mała była naprawdę rozkoszna. Ale wiedział, że musi z niej wyciągnąć skad tu przyszła i odstawić ją jak najszybciej do domu. W końcu jej bliscy na pewno się niepokoją...

- To oznacza, że jestem jej fantazją. Ale czy ja ci, kurczaku wyglądam na fantazję? Na kogoś kto nie istnieje?

- Niee... - odpowiedziała dziewczyna i w tym momencie w pomieszczeniu rozległ się odgłos burczenia w jej malutkim brzuszku. - tatusiu... jestem głodna.

- Właśnie słyszę, chodź coś trzeba z tym zrobić. - Odpowiedział Michael i zabrał dziewczynkę do kuchni.

Smiley postanowił, że na razie nie będzie próbował nic wyjaśnić bo to i tak nic nie da. Zadzwoni do ochroniarza żeby on zajał się tą sprawą, a on sam zajmie się małą – dużą istotką żeby się nie nudziła. Michael nie sądził, że kiedykolwiek jakieś obce dziecko wkradnie się do jego serca w ciągu zaledwie dziesięciu minut.

~*~

- Mamo, jak to zniknęła?! Jak dwulatka mogła zniknąć będąc pod twoją opieką! No co, ubrała się i wyszła? A ty tego nie zauważyłaś?! Cholera, wezwałaś chociaż policję? Przecież coś jej się mogło stać, ktoś ją mógł porwać. Boże, nawet nie chcę myśleć o tym gdzie ona teraz jest i co się z nią dzieje... - dziewczynie załamał się głos i rozpłakała się na dobre.

- Kochanie, zgłosiłam to już na policję. Wszyscy jej szukają. Przepraszam, naprawdę nie wiem jak to się mogło stać. Nie martw się, na pewno ją znajdziemy. Pewnie schowała się gdzieś koło domu i dobrze się bawi, że wszyscy jej szukają...

- Mamo, ona ma dwa latka, ledwo potrafi wysiedzieć na dziesięciominutowej dobranocce, a tobie się wydaje, że tyle godzin przesiedziała w jednym miejscu mając dobry ubaw z naszego przerażenia?! Czy ty siebie słyszysz?!

- Irene, proszę nie denerwuj się. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. Idź odpocznij w końcu niedawno wróciłaś z nocki, jesteś pewnie zmęczona.

- W dupie to mam! Idę jej szukać, przecież nie będę bezczynnie siedzieć podczas gdy moja córka błądzi po mieście! CAŁĄ NOC, CZY WY JESTEŚCIE NIENORMALNI, ŻE JEJ JESZCZE NIE ZNALEŹIŚCIE?! PRZECIEŻ ONA MUSI BYĆ PRZERAŻONA!! - dziewczyna wyszła z domu trzaskając drzwiami. Wyciągnęła telefon i wybrała numer do szefa.

- Halo, Spike. Nie będzie mnie dzisiaj w pracy. Nie, nie dam rady, moja córka zaginęła muszę ją znaleźć. Nie wiem, weź kogoś innego, odpracuję jak tylko ją znajdę obiecuję. W końcu sama też potrzebuję tej kasy. Ok. Na razie. - rozłączyła się i ruszyła wzdłuż ulicy szukając swojego aniołka.

- Annie, mam nadzieję, że nic ci się nie stało skarbie...

~*~

- OH! - coś ciężkiego uwaliło się na brzuch Michaela. Jakby miał psa bądź kota nie byłby zdziwiony, a tutaj przeżył jednak lekki szok. Jednak gdy zobaczył burzę blond loczków szybko uświadomił sobie kto po nim skacze. - Cześć aniołku, jak się spało?

- Dobze. Wies, ze mamusia tes tak do mnie mówi? Tlochę się za nią stęskniłam... - posmutniała dziewczynka.

- Hej, nie bądź smutna, niedługo zobaczysz się z mamusia. Jak tu kruszynko w ogóle masz na imię co?

- Annie.

- Ślicznie. A może powiesz mi czy wiesz jak tu przyszłaś i jak wrócić do domku, co?

- Nie pamiętam. Jechałam autobuseeeeeeeeeeem i tam było dużo ludzi. I mijałam dzewka, domki. I nawet klówki były!

- Oh, no nie martw się, znajdziemy twoją mamusię – Michael przytulił dziewczynkę po czym zabrał ją na dół i nakarmił.

Ochroniarzom nic nie udało się jeszcze ustalić jednak Michael nie tracił nadziei, że w końcu znajdą mamę Annie. Szczerze miał ochotę nawrzeszczeć na tę nieodpowiedzialną kobietę. Jak można tak zostawić małe dziecko? Jak można je zgubić i jeszcze nie próbować go odnaleźć! Nie był w stanie tego zrozumieć. Tym bardziej, że mała Annie wydawała się naprawdę rozkosznym dzieckiem, które jest zadowolone ze swojego życia. Czy to możliwe, żeby ta jej „kochana mamusia” mogła się nie przejąć zniknięciem dziewczynki? Może wróciła z pracy i nawet nie zauważyła braku dziecka? To co z niej za matka...

Przemyślenia Michaela przerwał cichy głosik dziewczynki.

- Tatusiu, mozemy się pobawić w coś? Nuuuudzi mi sięęęę...

- Jasne skarbie, a w co byś chciała się pobawić? - Michael już wczorajszego wieczoru przestał nakłaniać dziewczynkę, żeby przestała się do niego zwracać „tato”, była małym uparciuchem...

- W zgadywanki! - krzyknęła dziewczynka i pobiegła do salonu gdzie rozłożyła się wygodnie w fotelu i czekała na swojego tymczasowego opiekuna.

Tak zleciał im czas aż do południa, kiedy to ochroniarz Michaela przyniósł wiadomość, że policja szuka małej i zdobył informacje gdzie ją zawieźć.
Mężczyzna sam odwiózł dziewczynkę do domu, po długim pożegnaniu z Michaelem i przyrzeczeniu, że jeszcze się spotkają. Smiley nie postanowił nie jechać przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa, ale nie był też pewien za siebie, czy nie naubliżałby po raz pierwszy w życiu kobiecie, za to, że jest taką nieodpowiedzialną matką.

Michael trafił kiedyś na pewien cytat polskiego autora.

„Nagle tak cicho zrobiło się w moim życiu bez ciebie...”

Nie rozumiał wtedy dokładnie co mógł czuć wypowiadający je człowiek, ale teraz to zrozumiał. Po zaledwie dniu spędzonym z tą maleńką istotką, teraz gdy wyjechała czuł ogarniającą go pustkę...

~*~

Po całonocnych poszukiwaniach Irene zaczęła tracić już nadzieje. Wiedziała, że nie powinna się poddawać, ale sprawdziła już wszystkie możliwe miejsca gdzie dziewczynka mogła pójść sama. Przecież to dopiero dwuletnie dziecko, nie maratończyk. Nie mogła zajść nawet do połowy tego co sprawdziła,a co dopiero dalej. Zrezygnowana wróciła pod dom, usiadła na krawężniku i zaczęła płakać. Jej córka. Jej kochane maleństwo. Jej malutka Ania...

Nagle przed nią zatrzymał się czarny samochód, dziewczyna szybko głowę gdy usłyszała radosny krzyk swojej pociechy.

- MAMUSIU!

- Boże Annie, gdzieś ty była!

- Mamusiu byłam u tatusia – powiedziała radośnie dziewczynka, a serce Irene stanęło na chwilę po usłyszeniu tych słów. Niepewnie spojrzała w stronę samochodu, jednak odetchnęła kiedy wysiadł z niego kierowca i nie był nim na szczęście ojciec dziewczynki. W końcu skąd on by się tu miał wziąć. Przecież od roku siedział w więzieniu...

- Oh, kochanie. Tak bardzo się martwiłam, nie rób mi tego więcej. Dlaczego wyszłaś sama z domu?

- Bo babcia śpała a ja nie ściałam jej obudzić, a tak baldzo mi się nudziłoooo...


Irene odetchnęła z ulgą podziękowała mężczyźnie który odwiózł jej córkę do domu. Chciała zaprosić go na kawę jednak mężczyzna powiedział, że musi wracać do pracy, wziął jedynie od młodej kobiety numer telefonu, który w niego wmusiła z przyrzeczeniem, że jeśli będzie kiedykolwiek czegoś potrzebował to ma dać znać, a ona stanie na uszach byleby tylko mu pomóc. Weszła do domu i upewniwszy się, że jej córka jest cała i zdrowa położyła młodą spać i sama również zasnęła obok niej... To był naprawdę długi dzień dla Irene jednak zdenerwowanie dało się we znaki. Co chwilę budziła się w nocy i sprawdzała czy jej kruszynka wciąż leży obok. Nad ranem zrezygnowała z dalszego snu i zaczęła rozmyślać o swoim życiu. Była młodą, dwudziestodwuletnią kobietą. Miała dwuletnią córkę, która była całym jej życiem. Studiowała dziennikarstwo a nocami pracowała w klubie żeby niczego jej szkrabowi nie zabrakło. Nie mogła narzekać. Praca nie była tą wymarzoną, ale jakoś sobie trzeba było radzić. W opiece nad córką pomagała jej mama, a babcia Annie. Z ojcem dziewczynki nie utrzymywała kontaktu. Jedyną dobrą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobił w swoim żywocie było danie jej córki...

_________________________________________________________________________________

Na koniec. Komentarz mojej siostry jak przeczytałam jej fragment rozmowy Annie i Michaela:
"to nie może być twoje, bo jakieś takie za mądre". OK. WIARA WE MNIE <3

I chciałabym Was prosić z całego serca, jeśli wchodzicie tutaj, a piszecie coś swojego to proszę, a wręcz BŁAGAM zostawcie mi namiary na swoje opowiadania. Jestem jak ten narkoman bez możliwości dania sobie w żyłę, bo jeśli chodzi o to co czytam to muszę męczyć się czekając na nowe notki, a nic nowego nie umiem znaleźć i po prostu rozsadza mnie z braku fanfików!

Chociaż z drugiej strony nic mnie nie odciąga od nauki...
Ale ja chcę żeby mnie coś odciągało!

Dobra.
Nie ględzę już xD

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział drugi!

Witajcie!
Chciałabym Wam o czymś opowiedzieć. Opowiadania te powstały w roku 2009. Był to dla mnie trudny czas, sama miałam sporą depresję, ponieważ rok wcześniej opuściła mnie bardzo ważna dla mnie osoba. Dlatego też ze śmiercią Michaela nie radziłam sobie najlepiej, a ciągła depresja tylko wszystko pogarszała. Pierwsze dwa opowiadania które tutaj wstawię tak naprawdę były moją odskocznią w tamtym czasie. Pisanie pomogło mi uporać się ze swoimi problemami. Do tej pory gdy coś się dzieje wtedy siadam przed klawiaturą i piszę co mi w duszy gra.

Musicie wiedzieć, że opowiadanie, które już zaczęłam pisać jest dla mnie bardzo ważne. Pomimo, że nie jest arcydziełem, dla mnie jest moją perełką. To właśnie ono zajmowało mój umysł najdłużej. Potrafiłam obudzić się o 3 w nocy i opisać ołówkiem swój pomysł na szafę, ścianę i kawałek parapetu ponieważ nie miałam pod ręką kartki a nie chciałam żeby pomysł uciekł. Pisząc to opowiadanie miałam masę zabawy, przede wszystkim z wyszukiwaniem informacji o okresie w którym Michael był u nas, w Polsce. Jeśli po przeczytaniu przeszukacie internet... tam jest wszystko. Pisząc to chciałam, żeby czytelnik miał wrażenie, że sam tam jest. Ja wtedy miałam pięć lat i nie pamiętam za dużo z tamtego okresu. Moja fascynacja tym chłopcem o karnacji w kolorze czekolady z żółtymi ślepiami dopiero się zaczynała. Jednak pisząc to opowiadanie wykorzystałam stare artykuły z gazety POPCORN, plan koncertu, stare bilety, wywiady z ludźmi którzy tam byli. To co pisze to fikcja, nie opis wydarzeń. Tak. Ale sam opis koncertu oraz szału przed koncertem opisałam zgodnie z faktami. Powiem Wam, ze na tyle się uparłam, że nawet daty zgadzają się idealnie z dniami. Nie jestem perfekcjonistką jak Michael. Ale nie lubię robić niczego po łepkach. Dlatego też gdy straciłam chwilowo serce dla tego opowiadania miałam załamanie. Nie chciałam go zostawiać, ale nie chciałam ciągnąć go na siłę. Miałam początek, miałam mój punkt zaczepienia w postaci koncertu i miałam zakończenie. Ale brakowało porządnego środka, dlatego też zrobiłam to, co wydawało mi się w tamtym momencie najlepsze. Zakończyłam je dosyć szybko. Bez żadnych zwrotów w akcji, trzymających w napięciu momentów. A jednak jest to moja perełka. Oddaję je w Wasze ręce i naprawdę liczę na to, że Wam się spodoba, a nawet jeśli nie, to cieszę się, że poświęciliście czas na przeczytanie moich wypocin i dziękuję za zostawienie po sobie opinii, które są bardzo pomocne w dalszym procesie tworzenia.
Jeszcze nie wiem czy wprowadzę w nim jakieś zmiany, czy zostawię tak jak jest, a zajmę się czymś nowym. Zostawienie tego jest bardzo prawdopodobne. Jeśli osiągnęłam swój cel, myślę że będziecie czuć to samo co ja gdy je kończyłam.
Dobra, już nie zanudzam. Oddaję w Wasze łapki kolejny rozdział z nadzieją, że Wam się spodoba.
I przepraszam za taką długą przedmowę, ale potrzebowałam Wam to wszystko powiedzieć. Być z Wami szczera.
Już koniec. 


ZAPRASZAM.

______________________________________________________________________________

27 marzec, dzień mojego wejścia w dorosłość... Przynajmniej według moich rodziców. Jest słoneczna środa. Zaspana zmierzałam do kuchni. Nie uśmiechało mi się dzisiaj iść do szkoły, po moich wyczynaniach na ostatnim wf-ie miałam tragiczne zakwasy, ledwo zwlekłam się z łóżka. Weszłam do kuchni i zobaczyłam rozmawiających ze sobą cicho rodziców. Przeżyłam nie mały szok, ponieważ zazwyczaj jak wstawałam to ich już nie było w domu. Gdy mnie zauważyli, wstali i z szerokimi uśmiechami podeszli do mnie. Oto czekała mnie najgorsza część tego dnia. Życzenia. Mój koszmar. Nigdy nie wiem co ze sobą zrobić w takich momentach, czy mam płakać, śmiać się, udawać że zeszłam na zawał i czekać aż sobie pójdą? W każdym bądź razie rodzice ucałowali mnie i złożyli życzenia. Zasiedliśmy do śniadania przygotowanego przez mamę. Po pospiesznie zjedzonym posiłku pobiegłam do pokoju się spakować. W pewnym momencie drzwi się uchyliły i weszła mama. Rozejrzała się z dziwnym wzrokiem po obklejonych ścianach, jakby liczyła, że wraz z moim wkroczeniem w dorosłość moje ściany zabłysną jakze poważną bielą i czystością. Jako, że nic się na nich nie zmieniło z westchnieniem usiadła na nie pościelonym łóżku. Zauważyłam, że trzyma coś w ręce.
- Wiesz, nie wiedziliśmy z tatą co Ci kupić na urodziny. W końcu dzisiaj wkraczasz w magiczny wiek, dorosłość. I wczoraj...zadzwoniła babcia. Powiedziała, że jest coś o czym marzysz i postanowiliśmy z tatą dać Ci coś z czego będziesz naprawdę zadowolona... - urwała mama, a moje serce niebezpiecznie przyspieszyło. Byłam niemal pewna, że mama je dobrze słyszyy. Czy ona naprawdę chciała... Nie... Nie wierzę...
- Masz – powiedziała podając mi pieniądze – babcia powiedziała, że też Ci coś dała i że powinno starczyć na podróż... - już nie słuchałam, rzuciłam się mamie na szyję zalana łzami. Potem wstałam i poleciałam do kuchni gdzie tata skończył śniadanie. Przytuliłam go z całej siły, a on popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Umarł ktoś, że tak ryczysz? - spytał poważnym tonem, jednak widziałam, że oczy mu się śmieją i ma ochotę parsknąć śmiechem na widok mojej reakcji.
- Nieee... - wydukałam i jeszcze bardziej się rozkleiłam. W tym momencie byłam najszczęśliwszą osiemnastolatką na świecie. Wtedy do kuchni weszła mama i widząc mój stan zacmokała i stwierdziła, że lepiej, żebym dzisiaj nie szła do szkoły, bo pomyślą, że jakąś histeryczką jestem. Poza tym i tak spóźniłam się już na pierwszą lekcję.
Próbując się jakoś uspokoić poszłam do pokoju, włączyłam głośno kasetę w radiu i zaczęłam się ubierać co chwilę patrząc na Michaela na plakatach. Wiedziałam, że sprzedaż biletów ma ruszyć w lipcu. Już się nie mogłam doczekać. Leżałam na łóżku i wyobrażałam sobie jak to będzie...

Jest lipiec. Ruszam właśnie w kierunku punktu w którym będzie można kupić bilet na HIStory tour. Jest druga w nocy. Niektórzy nie mogą tego zrozumieć. Nie potrafią. O drugiej w nocy iść kupić bilet, pomimo że punkt otwierają dopiero o godzinie dziewiątej? No ale ja poszłam. I dobrze zrobiłam, na miejscu już było około trzydziestu osób. Wszyscy rozmawiali ze sobą na jeden temat. Panowała taka niesamowita atmosfera, naprawdę trudno to opisać. Gdy podeszłam do nich przywitali mnie nie jak kogoś obcego, ale jak kogoś, kogo znają od dawna. Nikogo stąd nie znałam, ale było mi naprawdę dobrze w tym towarzystwie. Tutaj nikt nie czepiał się mojego wyglądu. Tego, że na głowie miałam fedorę, a w słuchawkach słychać było Dirty Dianę. Nagle przyszła jeszcze jedna dziewczyna. Na ramieniu miała plecak, a w ręce trzymała... radio. Wszyscy się ucieszyli, zaczęliśmy witać nowoprzybyłą. Dziewczyna postawiła radio na chodniku i włożyła kasetę Dangerous. Wszyscy zgromadziliśmy się wokół radia, żeby nie trzeba było za głośno puszczać muzyki, bo końcu był środek nocy i tak przesiedzieliśmy do rana kiedy to otworzyli sklep i mogliśmy zakupić bilety. Szczęśliwa wracałam do domu, w kieszenimiałam świstek papieru na który czekałam tyle czasu, oraz kartkę z kilkoma adresami ludzi, których dzisiaj poznałam. Mięliśmy się skontaktować przed koncertem i zorganizować jakąś zbiórkę. Byłam niesamowicie zmęczona, dlatego gdy tylko przyszłam do domu i odłożyłam bilet w bezpieczne miejsce położyłam się spać.

~*~

Wakacje mijały szybko. W telewizji i radiu coraz częściej mówili o koncercie. Kilka razy spotkałam się z ludźmi poznanymi tej nocy gdy kupowałam bilet. Z każdym dniem byliśmy coraz bardziej przejęci. Z jednej strony to napięcie było nie do wytrzymania, ale z drugiej strony... to było cudowne uczucie. Szykowaliśmy wielki transparent. Nie byliśmy pewni czy nas z nim wpuszczą, ale mimo wszystko postanowiliśmy spróbować.
Dni leciały coraz szybciej. Ledwo zaczęły się wakacje, zaczął się lipiec, następnie sierpień, a teraz już jest pierwszy września. Jeszcze dziewiętnaście dni. Czterysta pięćdziesiąt sześć godzin... Emocje coraz bardziej dawały o sobie znać. Potrafiłam chodzić z tak wielkim uśmiechem, że jakby nie uszy to śmiałabym się dookoła głowy, co było powodem częstych żartów taty. Ale powiem szczerze, że coraz bardziej się też bałam. Bałam się, że albo coś nie wyjdzie, albo coś się stanie, albo... albo się zawiodę. Z jednej strony wiedziałam, ze to nie jest możliwe, ale to uczucie było silniejsze ode mnie. Zaczęła się też szkoła. Jak wiadomo trzeci rok technikum. Nauczyciele na każdym kroku straszyli nas już, że w tym roku nie będzie tak miło jak do tej pory. Za rok te wszystkie egzaminy zawodowe i matura. Ale teraz ja do tego nie miałam głowy. Z każdym dniem byłam coraz bliżej mojego szczęścia. Szczęścia, które miało trwać tylko około trzech godzin, a potem miały zostać tylko wspomnienia, ale za to jakie wspomnienia...

Osiemnasty września. Ja nie chcę. Nie jadę. Oddam komuś ten bilet. Nie mogę jechać. Boję się. Mama się ze mnie coraz bardziej śmieje. Mam już kupione bilety na pociąg. Jutro rano wyjeżdżam, a dwidziestego pierwszego wracam. Mama już lata i szykuje co mam wziąć. Dzisiaj telefony do mnie się urywają, wszyscy chcemy być pewni, że odnajdziemy się jutro w tłumie. Strasznie zdenerwowana usiadłam do odrabiania lekcji. Myślałam, że mnie to uspokoi, ale nie pomogło. Włączyłam walkmana i położyłam się na łóżku. Z słuchawek wypłynęło Smooth Criminal. Zamknęłam oczy i starałam się zasnąć. Przewracałam się z boku na bok.
Dwudziesta trzecia...
Dwudziesta czwarta...
Pierwsza...
Druga...
Trzecia...
Zasnęłam...
O godzinie siódmej do pokoju wpadła mama i zaczęła mnie budzić. Jest czwartek dziewiętnasty września. Za godzinę mam pociąg i z każdą minutą coraz bardziej się denerwuję. Za około dziesięć godzin będę w Warszawie. Spotkam ludzi, którzy mnie rozumieją, którzy czują co samo co ja.

I będziemy czekać...
Wstałam, wzięłam luźne ubrania i poszłam do łazienki. Zimny prysznic obudził mnie całkowicie. Mama w tym czasie czykowała mi wodę i kanapki. Dała mi też trochę kasy, żebym kupiła sobie coś na miejscu. Widziałam, że się denerwuje, nigdy wcześniej nie jechałam sama na taki wielki koncert, w dodatku tak daleko. Włączyła radio z któego co chwilę płynęły piosenki Michaela, lub zdenerwowany głos prowadzącego cieszącego się, że także zobaczy całe show na żywo i będzie mógł to skomentować na natenie. O godzinie siódmej trzydzieści byłam gotowa. Pożegnałam się z rodzicami i zadzwoniłam po taksówkę. Osobiście wolałabym autobus, ale nie chciałam ryzykować spóźnieniem. Dojechałam na dworzec w momencie gdy pociąg wjeżdżał na stację. Wsiadłam i zajęłam swoje miejsca. Z każdą kolejną stacją denerwowałam się coraz bardziej. Muzyka w słuchawkach walkmana była ustawiona tak głośno, że krzywdziła moje uszy. Na niektórych stacjach wsiadali ludzie, których poznałam w lipcu. Z nimi podróż minęła szybciej. Oni denerwowali się tak jak i ja. Gdy dojechaliśmy do Warszawy całą grupką ruszyliśmy w kierunku lotniska w Bemowie. Tam spotkaliśmy resztę ekipy, którą poznałam w lipcu. Brakowało tylko Marty, dziweczyny z radiem, jednak okazało się, że coś bardzo ważnego jej wypadło i pomimo że bardzo chciała, to nie będzie jej na koncercie.
-Co ja bym dała, żeby Michael zaprosił mnie na scenę – powiedziała rozmarzonym głosem jedna z dziewczyn stojąca niedaleko. Wszyscy popatrzyli na nią nieprzytomnie. Teraz w głowie każdej dziewczyny powstał obraz, w którym ochroniarze Michaela wyciągają każdą zza barierki i prowadzą w stronę piosenkarza. 

Z marzeń wyrwał nas huk. Popatrzyliśmy za bramy, którymi było otoczone lotnisko, na którym stała już wielka scena, około trzydziestu tirów ze sprzętem oraz pałętało się tam kilkudziesięciu ludzi, którzy pilnowali aby wszystko było dopięte już dzisiaj na ostatni guzik... Powoli zaczynało się robić chłodniej, niektórzy porozchodzili się do hoteli lub domów, jeśli mieszkali w Warszawie, bądź mięli u kogo nocować. Ja i wielu innych zostaliśmy na miejscach. Skupiliśmy się jeden przy drugim i rozmawialiśmy zawzięcie o jutrzejszym wydarzeniu. Zastanawialiśmy się jak to będzie, czy wszystko się uda, co będziemy czuć po koncercie, jak to jest na żywo usłyszeć samego Michaela Jacksona oraz dlaczego wybrał nas. Dlaczego Polska? I ciekawe czy mu się tutaj spodoba. Z tego co słyszeliśmy Michael przyjechał do Polski już dzisiaj. Niektórzy fani byli na lotnisku na którym wylądował jego samolot. Był dzisiaj w domu dziecka, w sklepie z zabawkami, które po zakupie oddał dzieciom ze szpitala, a także był w jakiejś szkole i zwiedził z kimś Warszawę. Po jakimś czasie zmorzył nas sen. Był wrzesień więc noce nie były już tak ciepłe jak w lato, ale nie były też specjalnie mroźne. Mięliśmy też rozpalone małe ognisko. Obudziłam się około godziny piątej rano. Byłam potwornie zmęczona, a także wszystko mnie bolało od nocy spędzonej na trawie w niezbyt wygodnej pozycji. Ale jak tylko uświadomiłam sobie, że to już dzisja, że zobaczę swojego idola, że moje marzenie się spełni to całe zmęczenie odeszło. Poczułam nową energię. Podniosłam się ostrożnie z ziemi, otrzepałam i rozprostowałam kości. Zauważyłam grupkę ludzi, którzy już nie spali, podeszłam do nich i zatopiliśmy się w rozmowie szeptem, zeby nie obudzić reszty. W pewnym momencie podeszła do nas starsza pani z siatkami. Widocznie wracała z zakupów.
- Oj dzieciaczki, tak się poświęcać – powiedziała z troską w oczach – może któreś z was pomogłoby mi zanieść zakupy? Mieszkam niedaleko. A przy okazji widzę jak się męczycie i nie wyglądacie za dobrze tak więc zapraszam do mnie na jakąś ciepłą herbatkę i odświeżyć się będziecie mogli... Chodźcie zanim reszta się obudzi, a potem przyślecie do mnie znów parę innych osób. Podejrzewam, że moi sąsiedzi też chętnie wam użyczą ciepłej herbatki. Nie często odwiedzają nas młodzi ludzie – uśmiechnęła się i wcisnęła każdemu z nas po wielkiej torbie z zakupami.


Poszliśmy za nią. Po paru minutach doszliśmy do wielkiej kamienicy do której nas wprowadziła. Było cieplo i większość starszych ludzi zeszła na dół na ławeczki żeby porozmawiać. W końcu po co siedzieć samemu w domu, skoro można spotkać się z sąsiadami, prawda?

Pani Jadzia, bo tak się nazywała kobieta porozmawiała z sąsiadami o nas i wszyscy chętnie się zgodzili na zaproszenie na herbatkę zmęczonej i zziębniętej młodzieży. Zanieśliśmy zakupy pani Jadzi do jej mieszkania, a ona nam zrobiła gorącą herbatę z cytryną. Byliśmy w pięć osób, każdy z nas wypił gorący napój, poszedł do łazienki trochę się odświeżyć i po podziękowaniu starszej pani poszliśmy do reszty, żeby powiedzieć gdzie mogą iść. Nie było nas znowu aż tak dużo i po pół godzinie wszyscy byliśmy znów razem rozmawiając o staruszkach. Znów zaczęli się zjeżdżać ludzie z poprzedniego dnia, a także nowi. Każdy chciał jak najszybciej znaleźć się blisko tego miejsca. Staruszkowie kilka razy przyszli do nas porozmawiać i od czasu do czasu przynieśli jakieś owoce i herbatę w termosie. Fakt była masa ludzi, ale atmosfera była tak przyjemna, że pomimo dużej liczby ludzi potrafiliśmy się podzielić tak, że każdy coś dostał. Zachowywaliśmy się jak rodzina, a nie ludzie, którzy poznali się wczoraj czy dzisja. Niesamowite jak jeden człowiek połączył nas wszystkich...

_____________________________________________________________________________

Nie wiedziałam jak pociąć rozdział, żeby nie zepsuć później atmosfery dlatego dzisiejszy jest taki jaki jest, a już w następnym zapraszam na koncert, za obecność na którym oddałabym chyba wszystko. Łącznie z duszą diabłu!

piątek, 3 stycznia 2014

Najgorsza mowa powitalna ever :D

Zacznę od tego, że to co będzie tu na początku już było. Ktoś z Was mógł już trafić na to wcześniej w innym miejscu, jednak wciąż jest to wytwór mojej wyobraźni tylko przeniosłam się z bloga na wp - tutaj, gdzie siedzę już parę lat i uważam, że jest tu o wiele wygodniej niż tam.

Prowadzę miliony blogów, z czego połowa jest ukryta dla czytelników i tylko ja mam do nich dostęp, a resztę można znaleźć. To tu, to tam.
Moje blogi dzielą się na różne kategorie. Takie które założyłam i się kurzą, czekają na swoje pierwsze notki, obecnie widoczny jest jeden taki blog, który założyłam na twórczość siostry, jednak ta ma lenia w wiadomym miejscu i chwilowo to olewa. Zaczną się sprawdziany to pewnie nadrobi. Są też takie o które dbam jak o własne dzieci. Dopieszczam w każdym możliwym stopniu, staram się żeby wyglądały porządnie i były przejrzyste. Mam nadzieję, że ten taki będzie.
Są oczywiście też takie, na których napisałam COŚ i straciłam do nich serce jednak staram się do nich wrócić. Chyba tyle.

Ten blog poświęcę MJ'owi. Podejrzewam, ze wchodząc tu wszyscy wiedzą o kim on jest, w końcu nie ustawiam wyglądu tylko po to żeby był. Ciężko spodziewać się tutaj informacji o najgroźniejszej broni jaka została wyprodukowana w ciągu ostatnich dwudziestu lat jeśli nagłówek przedstawia Michaela Jacksona. Dobra teraz poważnie. Jak już wspomniałam to co będzie się tutaj początkowo pojawiało już było publikowane więc mogę obiecać, że to będzie się pojawiało w miarę regularnie. Może się oczywiście zdarzyć, że stracę do tego serce/cierpliwość/umrze mi komputer/czy coś tam. Wtedy prawdopodobnie się zastrzelę, że mam aż takiego lenia/pecha/czy co tam chcecie. Dobra miało być poważnie, ale chyba nie potrafię. Tak więc na 99,99% pojawią się tutaj dwa opowiadania. Jedno z nich to zwykła miniaturka, właściwie to po prostu opisany sen, który przyśnił mi się dawno temu, natomiast drugie będzie dłuższe, o ile dobrze pamiętam na poprzednim blogu miało całe szalone cztery rozdziały ponieważ właśnie straciłam do niego serce w połowie,a  bardzo chciałam je zakończyć bez przeciągania na siłę i skończyło się nagle i tak trochę mam wyrzuty sumienia jeśli o nie chodzi, postaram się coś z nim zrobić, jednak jak wiadomo są sytuacje kiedy tylko na planach się kończy. Liczę, że teraz tak nie będzie.

Myślę, że to tyle.
Liczę na to, że ktoś będzie wchodził na tego bloga, może nawet czytał :)
Za chwilkę utworzę zakładkę SPAM, prosiłabym żebyście właśnie w niej zostawiali mi linki do swoich blogów, które w wolnym czasie chętnie odwiedzę! :)
Jeśli mi się przypomni coś jeszcze to Was poinformuję.


Pozdrawiam 
Irene Invincible
3xff#f00000xhx#000000xhx#ffffffxff2xffMichaelxfxxfxJacksonxfxxfxMJxfxxfx♬ xfxxfx❤xfxxfx♥xff15xff100xff90xff5xff15xff50xff0